jesteśmy przemądrzałe i uważamy się za lepsze od innych
Blog > Komentarze do wpisu

szatański biznes

Woda, piasek, bezchmurne niebo, prażące słońce oraz ... mężczyźni i kobiety przebywające w jednym miejscu w mocno niekompletnych strojach.

Czyżby opis Adama i Ewy w Raju?

Oto rzeczywistość dzisiejszych plaż i kąpielisk.

Oho. Zaczyna się.

Dziś mało kto wyobraża sobie lato bez odwiedzin w tego typu miejscach. Jednak przez całe wieki, tego rodzaju lub podobny sposób spędzania wolnego czasu, budził niemałe kontrowersje wśród pasterzy Kościoła katolickiego. Już powstałe w pierwszych wiekach chrześcijaństwa "Konstytucje Apostolskie" (będące zapisem wiary i obyczajów pierwszych chrześcijan) zdecydowanie zabraniały niewiastom wspólnych kąpieli z mężczyznami. Ów zakaz był w późniejszych stuleciach niejednokrotnie, tradycyjnie powtarzany przez kaznodziejów, księży, misjonarzy, etc. Kiedy w pierwszej połowie XX wieku, upowszechnił się zwyczaj wspólnego przebywania mężczyzn i niewiast na plażach i kąpieliskach, wielu hierarchów kościelnych w sposób jasny sprzeciwiało się temu. (...)

Jak wiemy, religia w wielu punktach opiera się na seksie gdyż to on jest głównym tematem wielu dyskusji.

 Czy jednak aby na pewno całe wieki ostrzeżeń pasterze Kościoła przed tego typu miejscami można włożyć do szuflady z napisem "Poczciwe, lecz ściśle uwarunkowane historycznie i kulturowo napomnienia. Miały sens dawniej, dziś nie mają żadnego znaczenia praktycznego"? Moim zdaniem, tego rodzaju kwalifikacja tradycyjnego nauczania Kościoła w kwestii plaż i mieszanych kąpielisk jest dużym błędem. Ba, nie tylko stanowi spory błąd, ale jest też wpadnięciem w sprytnie sporządzoną przez szatana pułapkę.

Przypominam, że jednym z cięższych grzechów było kiedyś pożyczanie na procent. A teraz szatan wciągnął wszystkich w pułapkę franka szwajcarskiego, spryciarz.

Proponuję szufladkę z napisem "głupoty". Krócej będzie.

Wedle zwolenników damsko-męskich plaż, widok odzianej w bikini niewiasty, nie stanowi - dla przeciętnego mężczyzny - "większego problemu".

Jednak autor jest nieprzeciętny. I księża również.

Dla mnie, jako nieprzeciętnej kobiety widok przeciętnego polskiego mężczyzny stanowi problem. Estetyczny.

Czy jest to prawdą? Gdybyśmy przez zwrot "większy problem" rozumieli możliwość zainspirowania plażowymi widokami "przeciętnego mężczyzny" do szybkiego odwiedzenia domu publicznego, to owszem należałoby przyznać rację temu twierdzeniu. Z pewnością jakieś 99 procent mężczyzn dnia spędzonego na plaży nie kończy wizytą u prostytutki.

Powinno się przeprowadzić badania.

Czy jednak można - zgodnie ze zdrowym rozsądkiem - przypuszczać, iż widok wielu, młodych, ładnych i atrakcyjnych niewiast odzianych tylko w strój bikini ( a takich na plaży jest przecież dużo) nie zachęca "przeciętnych facetów" do - potocznie mówiąc - "zawieszenia oka to tu, to tam"? Czy fakt, iż mężczyźni są "wzrokowcami" (a więc osobami, które zwracają dużą uwagę na fizyczną atrakcyjność płci przeciwnej) ulega nagłemu zawieszeniu w miejscu, w którym można zobaczyć dziesiątki niemal rozebranych do naga ładnych kobiet?

A brzydkie mogą? Jakie są kryteria? Nadaję się? Przyznaję, że mimo bycia kobietą też często nie mogę oderwać wzroku od tych wszystkich skąpo odzianych emerytek.

Dziesiątki rozebranych kobiet i zawieszanie dwojga oczu na dłuższą chwilę może się skończyć zezem rozbieżnym albo oczopląsem. O to księdzu autorowi chodziło?

Mężczyzna, który tak twierdzi - albo nie był nigdy na mieszanej plaży, albo też oszukuje siebie i innych.

Albo nie jest katolickim publicystą.

Oczywistym jest, iż "przeciętny facet" mając przed oczyma tabuny młodych niewiast w bikini, nie tylko, że na nie spojrzy, ale w 99 przypadkach na 100, dłużej zatrzyma swój wzrok dłużej na ich kobiecych walorach.

Ale musimy walczyć o ten 1%, zabraniając wszystkiego pozostałym 99%. W sklepach też tylko 99% nic nie ukradnie, zamknijmy więc wszystko w gablotach. Albo lepiej schowajmy pod ladą, bo przecież wzrokowcy grasują.

Owszem nawet tego rodzaju "dłuższe spojrzenie" na "mniej skromne" części ciała płci przeciwnej (w ten sposób tradycyjnie nazywano np. piersi, uda, pośladki, brzuch czy plecy) samo w sobie nie jest jeszcze moralnym złem (w przeciwnym razie niejeden lekarz byłby w duchowych tarapatach). Trudno jednak zaprzeczyć temu, iż od tego typu "dłuższych spojrzeń" do grzechu pożądania niewiasty w myślach swoich (czyli np. rozbierania kobiety "oczami" lub fantazjowania o różnych seksualnych czynach) już bynajmniej długa droga nie jest. I nie wynika to bynajmniej z jakichś zboczonych skłonności owych mężczyzn.

W tym miejscu chciałam pochwalić prawidłowe użycie słowa bynajmniej. Dwukrotne.

Części ciała, które odsłania strój bikini, należą do budzących zdecydowanie bardziej seksualne konotacje, aniżeli np. dłoń czy twarz. Każdy przecież o tym wie, albo przynajmniej to wyczuwa. Dlatego czymś innym jest całować niewiastę w dłoń, a czym innym np. w brzuch czy w okolicach piersi. Podobnie, znacznie trudniej jest o seksualne konotacje stroju odsłaniającego twarz, ręce czy stopy, niż w wypadku bikini. I nie jest to kwestia panującej w danym kraju kultury czy warunków klimatycznych. Taka jest po prostu natura ludzkiej seksualności.

Co widać zwłaszcza w przypadku odświętnych strojów buszmenów.

Mody mogą się zmieniać, ubiory mogą być różne, ale odsłanianie i/lub eksponowanie pewnych części ciała zazwyczaj sprzyja wzbudzaniu seksualnej pożądliwości.

Eksponowanie nóg w samych rajstopach wg. badań jakie przeprowadziłam na niereprezentacyjnej próbie jednego mężczyzny powoduje atak śmiechu i opad lubieżnego nastroju.

Powyżej zasugerowałem już, iż strój bikini w samej swej naturze, jest strojem mocno uwodzicielskim, prowokującym i zachęcającym mężczyzn do delektowania się pięknem niewieściego ciała. Wiedzą o tym dobrze potentaci erotycznego biznesu, którzy swą - zazwyczaj męską klientelę - do grzechów nieczystości, kuszą widokami kobiet odzianych w bikini czy inne rodzaje bielizny, nie zaś w burki, długie luźne suknie czy zakonne habity.

Czyżby potentatami erotycznego biznesu był szatan? Dorabia sobie, bo ten zasiłek od bogów to nie starcza nawet na czynsz.

Hmm, pan Salwowski chyba nie przeprowadził zbyt dokładnych badań - nie raz widziałam (zupełnym przypadkiem, oczywiście) uwodzicielskie zdjęcia niegrzecznych zakonnic.

Świadczy też o tym sposób jego reklamowania i promowania. Dlaczego wszak jedną z typowych reklam bikini jest hasło w rodzaju "W tym stroju będziesz seksowniej wyglądać na plaży"?

Typowych reklam bikini? Czy ktoś widział kiedyś reklamę bikini? Taką z hasłem?

A tak z innej beczki, wymowny jest fakt, że produkty dla mężczyzn reklamują gołe baby, i produkty dla kobiet reklamują gołe baby (albo panie ze ścierami do podłogi w rękach). Ciekawa jestem, jak ten pan by to wytłumaczył?

Promocją homoseksualizmu zapewne. 

Z jakich powodów kostiumy bikini są projektowane w taki sposób, by czyniły zakrywane jeszcze części ciała bardziej atrakcyjnymi niż są w rzeczywistości? Albo czemu kobiety odchudzają się przez cały rok, między innymi, z myślą, by latem móc pewniej i śmielej założyć na plaży ów strój kąpielowy?

Ale nie. To nie po to. To po to, żeby inne baby na plaży nie plotkowały, niech panowie sobie nie schlebiają, że to wszystko dla nich. Oni i tak nie widzą cellulitu.

Poza tym jest jeszcze coś takiego jak "opalony brzuch" i "równa opalenizna", niemożliwe do osiągnięcia bez bikini, a które można potem pokazywać swojemu hmm... mężowi.

Nie jestem w stanie pojąć jak niby ciało przykryte kilkoma centymetrami kwadratowymi materiału miałoby wyglądać lepiej niż w rzeczywistości. Wydaje mi się, że wygląda wtedy właśnie tak jak w rzeczywistości.

Przecież, gdyby rzeczywiście, celem bikini nie było pokazywanie atrakcyjności odsłoniętego niewieściego ciała, to jakie znaczenie miałby fakt przywdziania owego kostiumu na otyłą, niezbyt ładną sylwetkę?

Dla niektórych nie ma znaczenia znaczenie i przywdziewają. Nie tylko supermodelki.

Jak wiemy, żeby kupić strój bikini trzeba szatanowi obsłudze sklepu z takowymi przedstawić jedną sztukę nienagannej sylwetki bez cellulitu.

Fakt, iż na "zwyczajnych" mieszanych plażach ludzie jeszcze zasłaniają niewielkie części swego ciała, wydaje się być dla wielu argumentem na rzecz tezy o ich zdecydowanej moralnej wyższości nad tzw. plażami dla nudystów (gdzie przebywa się całkowicie nago). Na czym jednak ma polegać rzekoma skromność "tradycyjnych" plaż? Na tym, iż odsłania się tam 90 procent swego ciała, a na plażach dla golasów, obnażone jest o 10 procent więcej? Czy publiczne pokazywanie się w skąpej bieliźnie (bikini to tak naprawdę rodzaj skąpej bielizny) jest przejawem skromności, czy też może marną z niej kpiną?

Posuńmy się w rozważaniach dalej - skoro po plaży można chodzić w stroju, to czemu nie można po ulicy w bieliźnie? To taki sam procent odkrytego ciała.

Czy jednak pójście na plażę motywowane nie chęcią oglądania atrakcyjnych ciał, ale celem opalania się, zażycia kąpieli i spędzenia mile czasu z rodziną rzeczywiście nie wydaje się być uwolnione od wszelkich moralnych podejrzeń?

A bez rodziny?

Nie kwestionuję, iż część mężczyzn rzeczywiście idzie do tych miejsc w dobrych, a nie złych intencjach. Mówi się jednak, iż "dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane" i niestety nierzadko sentencja ta jest bliska prawdy. Co z tego np., iż jadąc 100 km na godzinę, nie mamy zamiaru spowodować wypadku, jeśli i tak potrącimy pieszego lub uderzymy w przydrożne drzewo?

To się nazywa wypadek. Jak się jedzie przepisowo też się może wydarzyć. No i prędkość poruszania się po drogach jest prawnie usankcjonowana a uczęszczanie na plaże nie. Zamiar też nie jest karalny. Mogę sobie wyobrażać że zgwałcę kolegę.

Dobre intencje często nie wystarczają, by uzasadnić godziwość jakiegoś zachowania. Trzeba bowiem brać pod uwagę charakter danej sytuacji, miejsca i tym podobne czynniki.

I lepiej rozróżniać wypadki drogowe i pożądliwe spojrzenia.

Gdyby zaś przyjąć zarysowany powyżej sposób obrony plaż za słuszny, to na podobnej zasadzie, moglibyśmy bronić np. oglądania pisma "Playboy" lub "CKM". W owych magazynach obok zdjęć erotycznych znajdują się wszak również sporo materiałów poświęcone innym sprawom (np. motoryzacji). Czyżby więc należałoby powiedzieć mężczyznom: "Możecie spokojnie sięgać po Playboya i CKM, o ile będziecie tam szukać wiadomości i porad z dziedziny motoryzacji, nie zaś erotycznego podniecenia"? W autorze takiego dictum momentalnie dostrzeżono by dowcipnisia, który kpi sobie i żartuje w tzw. żywe oczy. Zdrowy rozsądek mówi nam, że mnogość erotyki zawartej w "Playboyu" i "CKM" praktycznie czyni niemożliwym bezpieczne korzystanie z materiałów nieerotycznych zawartych w tym piśmie.

A co znaczy jak Playboya przegląda kobieta? A nie, przepraszam, kobiety nie czytają i nie interesują się seksem, tylko pożądliwie leżą na plażach.

A tak swoją drogą to skąd pan autor wie, ile jest erotyki w playboyu?

Coś podobnego trzeba powiedzieć o chodzeniu na plażę. Owszem, można tam iść bez złych intencji. Kąpiel, słońce, lepienie babek w piasku nie są niczym złym.

Przepraszam, to patrzenie na babki jest złe, a klepanie babek już nie?

Obfitość niemal kompletnej nagości w tych miejscach, sprawia jednak, że niezwykle trudno jest korzystać ze wszystkich tych dobrych rzeczy bez ciągłej pokusy snucia pożądliwych spojrzeń i myśli. Ideał bezpiecznego moralnie korzystania z mieszanych plaż przypomina niczym siostra pomysłu dobrego używania "Playboya" i "CKM". Nawet jeśli się coś takiego czasami zdarza, to jest to bardzo rzadkie.

Może panu autorowi jest trudno. Niech mówi za siebie. 

Bezpieczne Moralnie! Coraz częściej mam wrażenie, że wg. katolickich publicystów moralność = seks i dlaczego nie wolno.

Szatan jest bardzo inteligentnym stworzeniem. Sprytem, zdolnością przewidywania, planowania, a także ukrywania się, przewyższa znacznie nawet najinteligentniejszych ludzi na świecie. Trudno zatem nie widzieć prawdziwie diabelskiej pułapki w upowszechnieniu się mocy na mieszane plaże i bikini. Kusić mężczyzn do oglądania niemal kompletnej nagości pod pozorem zażywania słońca i kąpieli... Dać facetom szerokie możliwości popatrzenia na ładne niewiasty w bieliźnie bez konieczności wstydliwych wizyt w klubach nocnych ... Skłaniać niewiasty i mężczyzn do rozbierania się pod pozorem okrywania swego ciała ...

O, pierwsza wzmianka o tym, że faceci też się rozbierają. Ale widocznie kobiety są ponad to i ich nie skłania to do grzechu więc nie warto o tym wspominać.

Stworzyć szeroką enklawę do pokazywania się innym ludziom w strojach, które - poza sypialnią - najczęściej można ujrzeć w klubach z tańcem go go, striptizem czy na łamach "magazynów dla panów"... Tylko ktoś bardzo inteligentny mógł coś takiego wymyślić.

Autor sugeruje, że Bóg by na to nie wpadł? No i dlaczego w bieliźnie to tylko w sypialni jest moralnie? Niech mi ktoś wytłumaczy.

No i masz, Bóg stworzył takie fajne plaże i plażowiczki, a tu ktoś to przypisuje szatanowi.

Dobrze, że pogoda w tym roku była beznadziejna i mało było okazji do wspierania szatańskiego biznesu.

środa, 14 września 2011, czepialskie

Polecane wpisy