|
jesteśmy przemądrzałe i uważamy się za lepsze od innych
wtorek, 13 marca 2012
W roli ekspertki od wszystkiego występuje dziś żona elektryka Lecha W. Nie było kawy w biurze to włączyłam onet, od razu ciśnienie mi się podniosło. Nawet nie chodzi o to, jakie poglądy ma pani Danuta, bo każdy niestety może mieć własne, ale o argumenty, jakich używa - pięknie ilustrują, dlaczego czasem debata jest zwyczajnie niemożliwa. Rozumiem, że ktoś może być przeciw czemuś BO TAK, ale nie dlatego, że nie ogarnia innego punktu widzenia. Żona Lecha Wałęsy dodała, że jest przeciwko aborcji. - To poniżanie kobiet, które rodzą dzieci. Macierzyństwo jest cudowne. Dokąd my dojdziemy, jeśli będziemy podkreślać, że młode kobiety nie chcą mieć dzieci – powiedziała w dalszej części rozmowy. Bo każda kobieta chce mieć dziecko. Także każda dwunastoletnia i każda ta, która umrze, zanim je urodzi. Zaznaczyła, że nie rozumie postulatów niektórych partii. Ja też nie rozumiem postulatów niektórych partii, jednak mamy coś wspólnego. – Janusza Palikota nie rozumiem. Niech mu Pan Bóg da na jeden dzień być kobietą i zajść w ciążę, to wtedy zobaczymy – powiedziała Danuta Wałęsa. Nie wiem, czy Pani Danuta grozi czy życzy. I tu jest sedno problemu. Ja potrafię zrozumieć, że ktoś może mieć inne poglądy (co bynajmniej nie znaczy, że je akceptuję). Pani Danuta i spora część społeczeństwa nie rozumie. Rozumiem, że ktoś może woleć psy od kotów, że ktoś nie je mięsa albo lubi nosić sukienki za 500 zł. Sama nie skoczyłabym na bungee, ale nie żądam wprowadzenia zakazu. - W pierwszych latach (po urodzeniu dziecka - red.) kobiety powinny mieć możliwość bycia z nim. Jeśli matka idzie do pracy, to jest zmęczona, a chce być z dzieciątkiem. Biedne kobiety chcą siedzieć w domu z kupkami i zupkami przez 6 lat, a szefowie przychodzą, zaciągają je za fraki do roboty i jeszcze wypłatę dają. Niestety nie każda może dostać etat żony prezydenta bez dodatkowych ambicji zawodowych. To dziecko się szybko rozwija. Jeśli matka jest, to zauważa te rzeczy, a jak odda je do żłobka to dziecko nie jest tej kobiety. To maleństwo jest wtedy społeczeństwa. To dziecko jest zagubione, zapędzone. Młodzież idzie w narkotyki, alkohol - dodała. Ojcowie nie miewają takich potrzeb, jak przebywanie z własnym dzieckiem. Mam wrażenie, że p. Danuta nie dopuszcza możliwości, że ktoś może żyć inaczej niż ona. A jak nie chodzą do żłobka, to zdarza im się najwyżej zapaść na pomroczność jasną. Zaznaczyła, że jeśli kobieta chce robić karierę, "mieć piękne auto, to po latach nie ma satysfakcji z życia". - Kobiety po latach zagłuszają wyrzuty sumienia, że nie mają dzieci - dodała Danuta Wałęsa. Wyrzuty sumienia? Myślałam, że sumienie jest czymś indywidualnym. Czy kobieta niemająca dzieci robi coś złego? Krzywdzi innych? Chyba tylko p.Danutę, którą boli, kiedy ktoś chce żyć po swojemu. Mnie nie boli, że p. Danuta jest żoną swojego męża i matką. To trochę tak, jakbym ja uważała, że każdy powinien zostać architektem i zabronione powinno być wykonywanie jakiegokolwiek innego zawodu, bo ja wybrałam taki sposób na życie i jest on jedynym słusznym. No ale co ja tu będę, choćbym zaprojektowała wieżowiec w Dubaju to i tak obudzę się po latach bez satysfakcji z życia. Zapytana, co sądzi o związkach homoseksualnych, zapytała "dokąd my idziemy?" Gratuluje Redaktorowi/Redaktorce wysublimowanych, konkretnych pytań. - Żadnych zasad, żadnej moralności. To jest dla mnie nie do pojęcia. Jestem kompletnie przeciw. Nie rozumiem => jestem przeciw. To takie polskie. Mi się nie podobają blondyni => to niemoralne spotykać się z blondynem. I tak są razem, po co to nagłaśniać? Po co na siłę mówić, że jest się takim i takim. To mówi kobieta, której notka na wikipedii składa się głównie z informacji o mężu i posiadanych dzieciach. Pani w ogóle nie nagłaśnia swojej orientacji. W dodatku wszyscy wiedzą, że uprawiała seks co najmniej osiem razy! Chodzą po ulicy, nikt ich nie zaczepia. No, i jeszcze zboczeńcy narzekają! A mogli zabić! To samo kobiety - pozwala się im pracować a one na jakieś szklane sufity narzekają! Ledwie z kuchni wypuścić to prezesowania się zachciewa! Ja też bym chciała wiele rzeczy, ale nie walczę o nie – podkreśliła żona Lecha Wałęsy. Można tylko współczuć, że Pani Danuta nie walczy o swoje marzenia. Świetna kandydatka na autorytet moralny i etyczny.
czwartek, 09 lutego 2012
Wraz z Marią Heleną spróbujemy odpowiedzieć na pytanie - DLACZEGO KOBIETA POWINNA RODZIĆ DZIECI? Odpowiedź jest oczywista. Ponieważ do tego została stworzona. Żeby być matką.
Przedłużenie gatunku FTW!
A ja słyszałam o takich nurtach filozoficznych, które głoszą, że człowiek został stworzony do szczęścia.
Została powołana do rodzenia dzieci, opiekowania się nimi i kochania ich miłością bezwarunkową. I każda kobieta za tym tęskni, choć czasem lęki, zranienia czy inne przykre doświadczenia odwodzą ją od owych tęsknot.
Każda? No ale ja jestem inżynierem, a nie kobietą. Przy czym narażam się niektórym feministkom uparcie nie mówiąc o sobie „architektka”.
Jeśli kobieta nie chce mieć dzieci, to znaczy, że coś jest nie tak i trzeba to naprawić. A nie, że jest to stan normalny i pożądany.
Właśnie się trochę boję, że kiedy do psychologa pójdzie kobieta cierpiąca na ciążę urojoną spowodowaną właśnie strachem przed ciążą, to zamiast leczyć ją z urojeń psycholog będzie próbował namówić ją do zostania matką.
Z gloryfikacją bezdzietności mamy ostatnio do czynienia w mediach, gdzie pani Maria Czubaszek trąbi na lewo i prawo, że brak potomstwa to najlepsze, co ją w życiu spotkało i chełpi się z zabicia dwojga swoich nienarodzonych dzieci.
Pewnie jej się odmieni, każdej kobiecie się podobno kiedyś odmieni.
Maria Czubaszek ledwo 2 razy trąbnęła w TOK FM i gazecie.pl a MariaHelena twierdzi, że na prawo i lewo. A Mediom strasznie zależy, żeby dzieci się nie rodziły bo dzięki temu za 30 lat nikt nie będzie chciał ich oglądać i nie będą musiały (one. te media) wstawać rano do pracy. Czy dla nich również było to najlepszym w życiu, niestety nie mamy okazji już spytać.
Już nie mamy okazji spytać? A przed aborcją można było zapytać embrionki o ich cele życiowe?
To porażające, że ktoś, kto uśmierca własne nienarodzone dziecko nie jest dziś w Polsce przestępcą, tylko celebrytą. I to celebrytą ideowcem, który twierdzi, że wyraża poglądy większości kobiet w naszym kraju, które nie mają odwagi powiedzieć tego głośno.
Do Niemiec i Szwecji blisko, więc po co się narażać mówiąc głośno.
Bez umowy o pracę, łatwego dostępu do lekarza i mieszkania naprawdę trzeba dużo odwagi.
Bo zostały skutecznie nastraszone, że ciąża to najgorsze, co je może w życiu spotkać, że ich ciało temu nie podoła, że wypadną włosy, paznokcie, zęby, skóra zwiotczeje, wszystko będzie boleć, a poród okaże się istną masakrą, pozostawiającą ciało świeżo upieczonej matki w strzępach.
A przecież jak wiadomo, nigdy nie wypadają, nigdy nie wiotczeje, i nigdy nie boli. A szpitalach wszyscy są mili.
Do powodów nierodzenia dzieci ja jeszcze dorzucę możliwość uzyskania dwucyfrowej wady wzroku.
Pani profesor Środa twierdzi dodatkowo, że „ciąża wycieńcza, zniekształca i czyni własne ciało obcym”. I rzeczywiście bywa, że kobieta doświadcza w tym okresie ogromnych problemów zdrowotnych i dyskomfortów fizycznych.
Takie tam dyskomforty jak utrata wzroku czy na przykład.
Albo zastraszający postęp raka piersi spowodowany dużą ilością estrogenu w organizmie.
Tutaj krótka lista.
Jednak zwykle czas błogosławiony jest dla kobiety stanem jak najbardziej normalnym, podczas którego doświadcza ona zarówno radości, jak i pewnych niedogodności.
Nawet moja własna Matka, która uważa, że nie istnieją kobiety, które nie chcą mieć dzieci i że ciąża jest wspaniałym okresem, uważa ją za stan zagrażający życiu a nie „jak najbardziej normalny” albo zwykłą fizjologię.
Chciałabym skomentować jakich uczuć można doświadczyć w ciąży, ale nigdy w ciąży nie byłam, więc nie wiem. Hmmmm zdaje się, że MariaHelena też nie.
Warto również wspomnieć o interesujących badaniach naukowców ze Stanford University,
Lubimy amerykańskich naukowców.
To ci od chomików?
którzy udowadniają, że nie tylko poczęte dzieci czerpią z organizmu matki, ale jest to relacja wzajemna. Stwierdzono leczącą obecność komórek macierzystych dziecka w uszkodzonych narządach matki (np. w wątrobie, sercu czy mózgu), co oznacza, że bycie w ciąży jest nie tylko naturalne, ale i zdrowe!
Jestem bardzo ciekawa jak stwierdzono, że komórki z płodu przeszły do mózgu.
Akurat zmuszanie do dzielności i bohaterstwa jest u nas w kraju rzeczą powszechną.
To wszystko przez tę matematykę w szkołach! Powinno się uczyć pożytecznych rzeczy jak gotowanie, pranie i sprzątanie (ew. czytanie, żeby dzieciom czytać Pismo Święte na dobranoc) a nie jakichś całek, bo potem dziewczynki zamiast rodzić dzieci idą na Politechnikę.
Dziś unikamy bólu za wszelką cenę, a ponad wszystko cenimy sobie wygodę. Boimy się utracić nasz bezpieczny stan na rzecz dziecka.
Przyznaję się. Ale czy ktoś inny przez to cierpi?
Skoro "ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś" to może z cierpieniem jest podobnie?
Boimy się przemiany ciała, o którego nienaganny stan zabiegamy przecież latami. Wystrzegamy się poświęceń. Nie zostałyśmy wychowane do odzierania się z egoizmu, ale do jego pielęgnacji. Dawniej kobieta urodziła ośmioro dzieci i nie uznawała tego za jakiś szczególny wyczyn, dziś urodzi jedno i chełpi się, jaka to ona matka Polka.
Też lubię te panie w tramwajach, które mnie taranują wózkiem gdyż są ważniejsze gdyż mają dziecko, ale coś mi się zdaje, że gdyby miały ośmioro niewiele by się zmieniło.
A do matki Polki to jej brakuje jeszcze tak przynajmniej pięciorga.
Obawiam się, że MariaHelena przedkłada ilość nad jakość.
Kobieta powinna rodzić dzieci. To dla niej zaszczyt, najwspanialszy dar od Boga, włączający ją w akt stworzenia.
Bowiem każda kobieta wierzy w Boga.
Zaszczyt? W Księdze Rodzaju było coś o karze za zrywanie jabłek z drzew i nakłanianie mężczyzny do skosztowania.
Kobiece zdrowe serce przepełnia ogromna radość i wdzięczność za to, że może uczestniczyć w takim cudzie. I należy w tym miejscu pochylić się również przed kobietami, które wyrzekły się macierzyństwa, ponieważ Bóg powołał je do czegoś innego. Które zrezygnowały z pięknej roli matki i żony (bo bycie żoną winno skutkować byciem matką!), które przepłakały i przebolały tę ogromną stratę i zdecydowały się służyć Bogu w inny, świecki lub zakonny sposób. Ale one także matkują, służą innym. O byciu matką nie świadczy przecież wyłącznie biologia, co ukazuje nam wspaniały przykład Matki Teresy.
Rzeczywistość wygląda nieco inaczej niż np. 20 lat temu. Dzisiejsza rozbita kobieta kończy studia w wieku mniej więcej 24 lat, po czym bez mniej więcej 3 lat doświadczenia nie ma szans na dostanie pewniejszej pracy, przywileje przeznaczone dla matek odstraszają potencjalnych pracodawców, którzy dzięki takim tekstom też uważają, że każda kobieta tylko czeka, żeby zajść w ciążę i się więcej w pracy nie pokazać. O przedszkolach i (o zgrozo!) żłobkach nawet nie wspominam. Wszystko przez te studia i ambicje.
I trudno się temu dziwić, a już z pewnością nie wolno tego potępiać.Trzeba się pochylić i pomóc jej odkryć prawdziwe tęsknoty, które tak mocno zagłuszone zostały przez różnego rodzaju lęki.
Pani MariaHelena po prostu lepiej wie, co każda kobieta czuje i myśli. A jak jakaś czuje i myśli inaczej to znaczy, że jest chora.
A jest się czego bać. Wypaczony obraz seksualności, kryzys męskości oraz upadek moralny kolejnych pokoleń wytwarza w kobiecie naturalny syndrom asekuracyjny.
Receptą na kryzys męskości jest pewnie nauczenie kobiet, żeby nawet nie próbowały pokazywać, że mogą być co najmniej równie mądre.
Jednak zamiast chronić się przed dewiacjami, szukać dobrego oraz mądrego kandydata na męża i ojca,
…czyli takiego, który zarobi na rodzinę, podczas gdy żona będzie z upodobaniem „myć gary, bo mąż ją kocha”…
asekuruje się ona zwykle przed własnym dzieckiem. A jego akurat, wcale nie trzeba się bać!
Swoich wprawdzie nie posiadam, ale cudzych dzieci, owszem trochę się obawiam. Trochę panicznie.
Za to pewnie każda, która już urodzi te dzieci, jest automatycznie i naturalnie wspaniałą matką, dlatego przypadki maltretowania dzieci grzecznie pominiemy.
A depresja poporodowa zdarza się tylko antykoncepcjonistkom i aborcjonistkom.
Jeśli z całej siły zaprze się przed posiadaniem własnego potomstwa, to przekieruje swoje tęsknoty na inny teren. Na partnera, na psy, koty, ratowanie przewożonych w tragicznych warunkach koni. I to też dobrze. Wszelkie stworzenie od Pana Boga pochodzi.
Poza ateistami, oni pochodzą od małp.
Jednak trzeba znaleźć w życiu właściwe proporcje i na pierwszym miejscu (po Bogu i mężu) postawić dzieci.
Przez takie stawianie męża na miejscu przed dziećmi zbyt wiele z nich jest wykorzystywanych za cichym przyzwoleniem mamy.
A moja Babcia powtarza, że mąż to nie rodzina.
I tego właśnie pragnę drogim Paniom na zakończenie życzyć: „Niech Wam Bóg w dzieciach błogosławi!”. A nie w kotkach. Ani pieskach.
Dziękujemy, kotki zdrowe.
poniedziałek, 06 lutego 2012
Tym razem dla odmiany pośmiejemy się z innych krajów. Ostatnio zdarzyło mi się wysyłać CV do firm w różnych krajach na to samo stanowisko. Zebrałam spory zestaw odpowiedzi odmownych - treść zatem podobna, ale jakże odmienna forma!
Niemcy:
Niemcy, kiedy się wysilą:
Francuzi:
Treść w gruncie rzeczy identyczna (nie mamy wolnych stanowisk, nara). Wnioski można wyciągać różne, zarówno na korzyść jednych jak i drugich. Ale mimo wszystko wolę przykład pierwszy, konkretny, bez ozdobników.
wtorek, 31 stycznia 2012
Zrównanie praw związków partnerskich i małżeństw jest sprzeczne nie tylko z prawem, ale także z naszym interesem narodowym. Co więcej, jest działaniem na szkodę rodzin.
Piewcy równych praw par gejowskich czy konkubinatów powinni pamiętać, że zalegalizowany związek kobiety i mężczyzny leży w interesie państwa – jest stabilniejszy, dzięki czemu rodzi się w nim więcej dzieci, których interesy są lepiej zabezpieczone. Czy Pan Publicysta wyobraża sobie, że zrównanie praw par homoseksualnych spowoduje, że nagle tłumy mężczyzn (kobiet) zaczną wchodzić ze sobą w homoseksualne związki? Teraz nie wchodzą, bo nie mogą, bo to nielegalne. I nie mieszkają ze sobą przed ślubem. Logiczne. Jak zaczną wchodzić w związki homoseksualne, to będzie rodzić się mniej dzieci, bo teraz wchodzą w heteroseksualne tylko po to, żeby mieć przywileje. A w konkubinatach jak wiemy dzieci się nie rodzą, tak bez ślubu? Zawarcie związku małżeńskiego to nie tylko perspektywa miodowego miesiąca czy nieustannego flirtu. No właśnie. To żadna przyjemność. Być może autor chce uchronić przed tym strasznym błędem jak najwięcej osób? Małżonkowie mają wobec siebie konkretne zobowiązania, które nie tylko chronią ich samych, ale działają także w interesie państwa. Mogą na przykład przed sądem domagać się od siebie nawzajem alimentów. Nie wiem, jaki interes państwo ma w nakładaniu alimentów. Chyba tylko koszty procesowe. Co więcej, sąd może nakazać jednemu z nich – jeśli uchyla się od łożenia na rodzinę – aby jego wynagrodzenie wędrowało do współmałżonka. Wspaniałą instytucją jest małżeństwo, opartą na miłości i zaufaniu dwojga ludzi płci odmiennej. Małżonkowie mogą przed sądem domagać się także alimentów po rozwodzie. Kapitalny przykład. Małżeństwa są uprzywilejowane nawet kiedy się rozpadną. Także kwestia zabezpieczenia starości jest traktowana w małżeństwie solidarnie. Środki gromadzone w OFE (jeśli małżonkowie mają wspólność majątkową) w razie rozwodu podlegają podziałowi – po połowie za okres obowiązywania wspólnoty majątkowej. I kolejny przykład uprzywilejowania małżeństwa w sytuacji, kiedy małżeństwo ustaje. Takie rozwiązanie ma chronić przed emerytalną biedą te osoby, które decydują się poświęcać więcej czasu rodzinie i są mniej aktywne zawodowo, a tym samym mniej zarabiają i odkładają na emeryturę. Pozostali powinni zatem umrzeć z głodu, bo nawet wejść w związek małżeński nie potrafili. Dajmy na to jedna z osób, która świetnie zarabia, może dzięki "wejściu" w związek z drugą, która formalnie nie pracuje, korzystać ze świadczeń adresowanych do osób ubogich. "Formalnie nie pracuje" - Pan sugeruje, że osoby homoseksualne tworzą czarną strefę na rynku pracy? Żeby z osoby świetnie zarabiającej i niepracującej wyszła średnia uprawniająca do świadczeń dla ubogich, druga osoba musiałaby mieć zdaje się ujemny dochód. Gdy są to rodziny, uznajemy, że niepracujący małżonek opiekuje się dziećmi i – jako państwo – inwestujemy w ten układ rodzinny, bo dzieci to inwestycja. Gdy będą to np. pary homoseksualne, tak się przecież nie stanie. A gdy związek małżeński nie zaopatrzył się w dziecko to co? No chyba, że sugeruje Pan konieczność umożliwienia parom homoseksualnym adoptowania dzieci. Jeśli tak, mają oni wobec siebie kolejne zobowiązania. Odpowiadają np. wspólnie za długi zaciągnięte przez jedno z nich. W sumie to nawet na rękę osobom w związkach nieformalnych. Kolejne zastrzeżenia dotyczą obowiązującego prawa. Najważniejszy jego akt w Polsce, czyli konstytucja, w art. 18 stwierdza: małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Słyszałam, że Konstytucję można zmienić. Ale co ja tam wiem, bez magisterki z politologii. A ja słyszałam, że chodzi o związki partnerskie, a nie o małżeństwa. I to nie znaczy, że małżeństwa nagle będą zabronione, serio. I Pan się niech lepiej wczyta w art. 32. Kolejność ta nie jest przypadkowa i świadczy o tym, że konstytucyjnie preferowane jest tworzenie rodziny przez małżeństwo traktowane jako trwały związek mężczyzny i kobiety nakierowany na macierzyństwo i odpowiedzialne rodzicielstwo. Czy to sugestia, że rodzicielstwo bez małżeństwa jest upośledzone? Bo to tak jakby sprzeczne z Konstytucją. Co więcej, konkubinat i związek partnerów tej samej płci mogą naruszać konstytucyjną zasadę równości. Związki naruszają równość?? Moja współlokatorka ze swoim partnerem naruszają konstytucyjne zasady! Ściąć ich!! Na tym nie koniec. Grozi nam (a właściwie jesteśmy już tego świadkami) zapaść demograficzna. Metodą na ograniczenie zapaści jest eksterminowanie osób, które nie chcą zawierać małżeństw? Wydaje mi się, że gdyby para hetero miała pewność, że jeśli jedno z nich straci pracę to ich dzieci nie umrą z głodu chętniej by się rozmnażali. Nie wiem, co za różnica, że ślub. Ludzie u góry robią podstawowy błąd, nie zauważając, że: - obywatele się nie rozmnażają i nie biorą ślubów, bo nie mają pieniędzy To nie dlatego, że wszyscy są wygodnickimi złodziejami bez krzty patriotyzmu. Preferowanie związków partnerskich bez wątpienia osłabia rodzinę, która jest naturalnym środowiskiem wychowywania dzieci. "Bez wątpienia"? Ja jednakowoż mam wątpliwości. Pewnie dlatego nie będę nigdy publicystką. Od razu preferowanie. Pewnie jeszcze promowanie. Z danych statystycznych wynika także, że uregulowanie związków partnerskich obniża poziom zawierania małżeństw. A doświadczenia polskie i innych krajów pokazują, że im jest ich mniej, tym niższy jest wskaźnik urodzeń. Doświadczenie polskie wskazuje, że związki partnerskie nie istnieją. A statystyka mogłaby pokazać jakiś związek między ceną mieszkań, zarobkami ludności a ilością urodzeń. A może odwrotnie - im mniej urodzeń, tym mniej małżeństw? Wszak częstym powodem zawarcia małżeństwa jest ciąża. Legalizowanie związków pozamałżeńskich jest działaniem na szkodę rodzin. Łoboże!! Dawanie podwyżek pielęgniarkom to działanie na szkodę nauczycieli!! Powinno się też zapytać tych, którzy forsują związki partnerskie, czy zdają sobie sprawę z obowiązków, jakie ciążą na małżonkach, i czy godzą się na ich akceptację także w związkach partnerskich. Ja sobie zdaję i akceptuję. Niektórzy o dziwo najpierw myślą, zanim stworzą ustawę. Możliwe, że na to wpadli.
wtorek, 06 grudnia 2011
Mimo uprzedzeń obejrzałąm spot promujący Warszawę na Euro 2012. Cóż, połączenie Yamakasi, chińskich filmów wojennych, Benny Hilla i filmów przyrodniczych o okresie godowym ssaków. SPOILER ALERT! Początek zapowiada się dobrze. Ładne zdjęcia, pokazane najciekawsze miejsca i najsłynniejsze budowy, no i oczywiście piękna Polka o słowiańskiej urodzie uprawiająca zdrowy tryb życia. Widzimy rozstawiane pod kawiarnią stoliki, co zapewne ma zmylić potencjalnych gości z Francji, że będą się tu czuć jak w domu. Wtem... Przed hotelem pojawia się mężczyzna. Obcokrajowiec zapewne. Najwyraźniej dopiero wstał, przeciąga się i prezentuje swoją męskość, która też już wstała. Słyszymy ostrzejszą muzykę, która sugeruje, że stanie się coś złego. Podobnie jak wzrok nowego bohatera - łowca wypatrzył zwierzynę. Spot pokazuje jednak, że Polki nie są łatwe. Trzeba je najpierw dogonić. Dogonić mijając przy okazji miejsca, którymi Warszawa może się pochwalić. Teraz film to już czysty parcour z nieczystymi efektami specjalnymi. Nie do końca wiadomo, co ma piłka nożna do parcouru, ale przynajmniej Warszawa wygląda nowocześnie i dynamicznie. No, może nie licząc mijanej grupki młodzieży ubranej zgoła nienowocześnie. W końcu dobiegają na stadion - ale wbrew wszelkim nadziejom to jeszcze nie koniec klipu. To nie ten stadion. Co tam, pochwalmy się, że mamy dwa. Jednak beztroskie bieganie po Grobie Nieznanego Żołnierza to dość mocny zgrzyt - być może Warszawa chce pokazać, że już nie żyje przeszłością i Niemcy nie muszą bać się przyjeżdżać? W końcu trafiamy na stadion właściwy, ale okazuje się, że pan obcokrajowiec śpieszy się na ważne spotkanie na tym właśnie stadionie, więc nie może skonsumować poznać swojej zdobyczy. Jakież jest zdziwienie obojga, gdy okazuje się, że pani swoje kroki podczas porannego joggingu skierowała dokładnie na to samo spotkanie. Tym razem pani w stroju korpobiczy, który sugeruje, że jest ważną postacią. To akurat najlepszy pomysł w całym materiale - polskie kobiety to kobiety sukcesu!
wtorek, 22 listopada 2011
Okazuje się, że wstrzemięźliwość seksualna nie tylko korzystnie wpływa na ducha, ale też na ciało. Są na to niezbite dowody. Naukowcy z Ohio State University twierdzą, że im wcześniej zaczynamy aktywność seksualną, tym bardziej (niekorzystnie!) odbija się to na naszym rozwoju i zdrowiu. Jeśli zapominamy o zabezpieczeniu i zarażamy się chorobami przenoszonymi drogą płciową, na pewno! Niecierpliwi w sferze seksualnej odznaczają się zachowaniami depresyjnymi i mają gorzej rozwinięte organy płciowe niż ci, którzy z seksem potrafią poczekać do odpowiedniego momentu. Niestety autorzy artykułu nie dodali obrazków, coby można było sobie porównać rozwinięcie organów i wiedzieć, czy zaczęło się zbyt wcześnie, czy odpowiednio. Ja właściwie nie chciałabym, żeby mój organ się bardziej rozwinął. I czemu nikt nie wpadł na to, że to nie wstrzemięźliwość, ale ta wrodzona niecierpliwość może iść w parze z wrodzonymi skłonnościami depresyjnymi. Swoich szokujących tez dowodzą na podstawie eksperymentu przeprowadzonego na chomikach. Do badań wybrali właśnie te zwierzęta, ponieważ pod względem fizjologii rozwijają się bardzo podobnie do ludzi. Chyba mało w życiu widziałam chomików. Niewydepilowanych ludzi? Badanie przeprowadzono na dwóch grupach samców. Pierwsza rozpoczęła życie seksualne, licząc sobie 40 dni (co odpowiadało ludzkim nastolatkom), druga dołączyła do eksperymentu w „wieku” 80 dni, co z kolei odpowiadało ludzkiej dorosłości. A czy sprawdzano jaki wpływ na rozwój narządów kopulacyjnych ma wśród chomików poprzez: ubranie chomiczycy w białą płachtę a chomika w czarną, postawienie parki przed chomikiem w sukience i założenie chomikom kawałków metalu na palce? Chciałam też zauważyć, że jak zwykle ludzi = samców. Chomiczymi niewiastami nikt się nie zajął. Okazało się, że chomiki z doświadczeniami seksualnymi z wczesnej młodości częściej odznaczały się zachowaniami depresyjnymi, miały mniejszą masę ciała i zmiany w komórkowej strukturze mózgu. Depresyjne zachowania chomików przejawiały się jak? Czytaniem Edgara Allana Poe? Podcinaniem sobie łapek? Cowieczornym tournee po barach i budzieniem sie obok przypadkowych gryzoni? A może problem tkwi w doborze samic. Może te chomiki trafiały akurat na toksyczne chomiczyce z konsumpcyjnym podejściem do życia, które po 40 dniach porzucały ich dla samców z mniejszym przebiegiem (z tej drugiej grupy), co wywoływało w nich depresyjne myśli. Zatem, kolejny dowód, że wstrzemięźliwość się opłaca. Drodzy ekolodzy! Nie używajcie wstrzemięźliwości seksualnej! Była testowana na zwierzętach!
piątek, 18 listopada 2011
Jako honorowy mężczyzna informuję, że normalny mężczyzna wie, że sukienka zakrywa cycki a spódnica nie. Przeprowadziłam właśnie krótkie badanie i dowiedziałam się, że w słowie spódnica nie ma k. I nie jest przez u. Uparły się baby na te spodnie i wszystkie, jak jeden – nomen omen – mąż, chodzą w męskich uniformach. "Wszystkie" to niezmiernie dużo. A ja ups, siedzę właśnie w spódnicy. I co? Łyso Autorce? Nikt już nie pamięta, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu ojciec Pio wyganiał kobiety w spodniach z konfesjonału, a we Francji, w 1799 roku kobieta przed założeniem spodni musiała dostać zgodę policji i posiadać medyczne uzasadnienie. A za nieutonięcie można było spłonąć na stosie. Piękne czasy. A parę wieków wcześniej mężczyźni nosili głównie sukienki. A potem rajstopki i geterki. Na zdjęciach mojego męża z podstawówki (a przecież różnica wieku między nami, to nie lata świetlne) wszystkie dziewczynki są w spódniczkach. Na moich – każda ma już spodnie. Uprzejmie informuję, że lata świetlne to jednostka odległości a nie czasu. Pycha wypchnęła kobiety z domu, kazała im założyć spodnie i zrównać się z mężczyznami na arenie zawodowej. Jednak na tym polu zawsze już będą przegrane, bowiem nie są ani tak mądre, ani tak mocne, jak mężczyźni. Zdanie "wszystkie kobiety są głupsze od mężczyzn" miałoby sens logiczny, gdyby ktoś uprzejmie udowodnił, że każda kobieta jest głupsza od każdego mężczyzny. A osobą o najniższym IQ był mężczyzna. Your argument is invalid. Wszyscy przecież wiemy, że Skłodowska nie była kobietą (ani jak ostatnio upierali się znajomi Francuzi, Polką). Zatem, skoro kobieta nie może być jak mężczyzna, to zrobi wszystko, żeby chociaż tak wyglądać. I czasem, niestety, jej się udaje. Dlatego kobiety nie zapuszczają włosów, nie depilują się, za to hodują zarost na twarzy i nie noszą różowego. Że o malowaniu się nie wspomnę. Dopasowane w talii marynarki to również typowo męska rzecz. Krój kobiecych spodni jest zawsze niestosowny: zbyt szerokie upodabniają kobietę do mężczyzny, a zbyt obcisłe nader eksponują jej kształty. A staniki to co? Pies? Panowie kiedyś mieli doszyte do spodni woreczki eksponujące genitalia. Stosownie. Zalały nas mody z pewnością „niemiłe Bogu”, pełne sugestywnych i wyzywających ubrań. I chwała mężczyznom, którzy w porę potrafią odwrócić wzrok. Z PEWNOŚCIĄ! Byłoby mi smutno na miejscu pań, na widok których odwracają. W sieciówkach trudno dostać spodnicę do kolan, wszystkie sięgają ledwo za pupę. I ci, którzy to kreują, wiedzą dobrze, co robią. Zdemoralizowana ubiorem dziewczyna stanie się potem klientką koncernów antykoncepcyjnych czy klinik aborcyjnych. Maszyna ruszyła, a że mamy kryzys ojcostwa, nie było nikogo, kto by córce w porę powiedział: „w takim stroju nigdzie nie pójdziesz!” Antykoncepcjonistki i aborcjonistki! Czy to NJN pisze? Uważajmy, bo to zalinkuje. Mama mnie zdemoralizowała dżinsami i teraz muszę cierpieć. Każda kobieta chce być piękna. To pragnienie wraz ze stworzeniem Bóg wpisał głęboko w jej duszę. Ona w głębi serca wie, że po to została stworzona. Przecież każda kobieta jest piękna. No chyba, że jakiś bóg kazał jej mężowi wylać kwas na twarz za założenie spodni. Najgorzej, że trudno im wylać kwas na samodzielne myślenie i, o zgrozo, inteligencję i (tfu!) ambicje. Dlatego diabeł zaciera ręce i to piękno wynaturza, zakłamuje albo obrzydza. A nie rogi? I z tego obrzydzenia mężczyźni odwracają wzrok na widok kobiety w jeansach? Natomiast owo piękno tkwi zupełnie gdzie indziej. Tkwi w oddaniu władzy mężczyźnie, w byciu matką oraz w noszeniu skromnego stroju. Autorce to wszystko bóg powiedział? Dobrze, że są jeszcze mężczyźni, którzy szukają czegoś więcej w kobiecie niż obiadu na stole i czystego fartuszka. Ale co ja się będę wypowiadać, skoro już tak mnie te obcisłe Levis'y zdemoralizowały, że nie wytrzymałabym z kimś, kto nie wie jak się gotuje makaron albo nie umie włączyć pralki. Wiele pań twierdzi, że w spodniach jest im wygodniej. Być może. Osobiście mam odmienne doświadczenia, chociaż spódnica rzeczywiście wymaga od kobiet nieco innego zachowania, niekiedy innej pozycji ciała, drobnych gestów, ale to tylko dodaje wdzięku. Polecam spódnicę w parku linowym. Albo przy -20 stopniach i śnieżycy. Park linowy? W kuchni?!
czwartek, 03 listopada 2011
Po szczęśliwie zakończonym lądowaniu Boeinga 767 na warszawskim lotnisku Marta Kaczyńska napisała na swoim profilu na facebooku: Komentarze oczywiście się posypały: J… N…: Tu nie ma co komentować ! Wszyscy wiemy jak było naprawdę Wszyscy? Jak było. Niech mi ktoś powie. Tak, wiemy. Tamten samolot wylądował bezpiecznie, tamten nie wylądował wcale. Rozbił się. D…M…: (…) Widać cienka brzózka okazała się twardsza od betonu? Widział komentator jak wygląda samochód osobowy po zderzeniu z krową? Nie wygląda. A samolot ma ciut większą masę i większą prędkość. E…J…: Tak (…) nikt nie uwierzy że to był wypadek ale mam nadzieje że prawda szybko wyjdzie na jaw a osoby odpowiedzialne za to poniosą odpowiednią kare .... „Nikt nie uwierzy, że to był wypadek” ma taką samą wartość logiczną jak „nikt nie uwierzy, że to był zamach”. A osoby odpowiedzialne… obawiam się, że najprawdopodobniej karę już poniosły. K…W…: Szanowna i Droga Marto! Nie dzisiaj! Dziękuję za ten krzyk rozsądku – nie dzisiaj, nie jutro, nie nigdy. M… Ś… : Moim zdaniem, fakt, że zdarzeni na Okęciu miało miejsce w swięto Wszystkich Świętych, a pilot wykazał się mistrzostwem, jest jakimś symbolicznym przywróceniem godnosci polskim pilotom. Mam wrażenie, że jesteśmy świadkami jakiejś interwencji z wysoka, że się tak eschatologicznie wyrażę Tak, siły wyższe znane są z tego, że specjalnie planują katastrofy z których potem ludzi wybawiają, żeby przywrócić czyjąś godność. Specjalnie wybrały też długi rejs międzynarodowy żeby przypadkiem nie umknął uwadze zagranicznych mediów. 1 listopada to także międzynarodowy dzień wegan, rocznica uruchomienia elektrowni w Białymstoku (1910), zniesienia reglamentacji cukru (1985), a także ukazania się singla Money, Money, Money ABBY (1976). Tylko dziecko uwierzy, że to przypadek. S... N... : Wielu ludzi na wschodzie mówi otwarcie : "Putin zamordował wam prezydenta". Ludzie w Polsce niestety po chwilowym otrząśnięciu się od TVN owych kłamstw zaprzedali się diabłu. To co się działo potem. urąganie Krzyżowi czy wreszcie Palikotowcy to niestety swąd szatana, którego wypuścił osobiście pan Komorowski. Podobnie postawa ludzi Kościoła wobec Krzyża. Najpierw sprzeciwiali się Krzyżowi (wbrew wyraźnemu nauczaniu Jana Pawła II) a teraz wielce zdziwieni, że znalazła się siła atakująca Krzyż. Nie chciałbym być złym prorokiem ale doczekają się Ci, którzy wspierają rządzącą mafię, że usuną księży ze szkół, wtedy my im przypomnimy ich postawę wobec Krzyża i pamięci o Prezydencie. Co do spraw technicznych to dziecko chyba uwierzy, że w Smoleńsku nie było sił trzecich i nie było zamachu. Dzisiaj bardzo często włączałem sobie nagrania Mojego Prezydenta. Zwłaszcza przemówienie w Tbilisi. Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie. Nawet nie wiem, jak to skomentować. Nie wiem też, gdzie JP2 mówił coś na temat stawianiu krzyża pod Pałacem Prezydenckim. A Palikotowców społeczeństwo wybrało. 10% społeczeństwa więc niech Pan nie histeryzuje. P... T... : Hmmm... mimo że, może nie mam wielu lat, ale bardzo interesuję się polityką, przeczytałem książkę "Zamach w Smoleńsku" - z niej naprawdę można się dużo dowiedzieć. Jakby pierwszą i ostatnią przeczytaną przeze mnie książką był "Filemon i Bonifacy" to też bym nie miała wątpliwości, jaka jest prawda i o co tak naprawdę chodzi tym wszystkim psom. Pojawiły się w tłumie też merytoryczne wypowiedzi: M… P… : Z całym szacunkiem Pani Marto, ale myślę, że betonowy pas startowy jest dużo bardziej przyjazny lądowaniu niż błotnisty las... Samolot prezydencki po uderzeniu w drzewa stracił elementy skrzydeł a za tym sterowność i uderzył rozpędzony w ziemię... Skrzydła nadają kierunek, tracąc je maszyna nagle zmienia swoje ułożenie i zaczyna lądowanie bokiem a nie przodem... maszyna przy setkach uderzeń o drzewa zaczyna się rozpadać... Na Okęciu maszyna naturalnie wytracała prędkość poprzez minimalnie tarcie o beton pokryty pianą. Wiem, że żeby mieć 100% pewność trzeba zobaczyć moment katastrofy na własne oczy, ale proszę mi wierzyć, lepiej lądować na równym pasie startowym pokrytym śliską pianą niż w podmokłym lesie.. Wódki mu dać! Przerwane jednak przez tajemniczą niewiastę: N… J…: Wszyscy wiedza i wszyscy milcza :( Jednakze z czasem kazda prawda swiatlo dzienne ujrzy! Wiedzą co? Jaka prawda? Czemu pani N. ukrywa to, co wie?
Nadal jak widać nie znamy prawdy o katastrofie smoleńskiej, za to już wiemy, komu zawdzięczamy bezpieczne lądowanie boeinga: Jaki tam kunszt pilota, samolot mogłaby równie dobrze pilotować małpa, relikwie wystarczyły. A podwozie się nie wysunęło po to, żeby mógł stać się potem cud. Bo sam fakt, że w tak groźnej sytuacji na pokładzie był akurat tak doświadczony pilot przecież nie mógł być cudem, prawda? A silniki zepsuły się, bo na pokładzie byli muzycy metalowej grupy Decapitated.
czwartek, 20 października 2011
Czytanie prawicowej publicystyki dla beki jest niebywale pouczającym zajęciem. Można trafić na takie kwiatki: Pewnie będą promować. Podstawowym zagrożeniem jest jakość polskiego prawa, które stanowić będzie Parlament obciążony posłami mającymi medyczno-psychiczne problemy z własną tożsamością oraz posłami, którym z butów wystają konopie. Dlatego każda ustawa obciążona może być błędem lub poprawką legislacyjną homosia lub ćpunka, o tranzusiach już nie wspominając. Ci, którym wystaje siano jak wiemy są wporzo. Autorowi nie przyszło do główki, że ustawy piszą prawnicy a nie posłowie własnoręcznie? To może badajmy orientację prawników? Tyle że medyczno-psychicznym problemem wymagającym leczenia nie jest homoseksualizm, tylko homofobia - która w przeciwieństwie do homoseksualizmu w przyrodzie nie występuje. Drugie zagrożenie to już bardziej poważna sprawa, dotyczy bowiem zdrowia i życia ludzkiego. Wiadomym powszechnie faktem jest to, że wśród homosiów jest najwięcej nosicieli wirusa HIV. Nie można lekceważyć tego faktu. Choroba AIDS nadal jest niewyleczalną mimo miliardów dolarów wyłożonych na badania poszukujące skutecznego leku. A wirus HIV przenosi się poprzez ustawy. I inne choroby też. Ja się zaraziłam agnostycyzmem od Kwaśniewskiego jak w LO kupiłam egzemplarz Konstytucji RP przez niego podpisanej. Dobrze, że głupota nie jest zaraźliwa. W takiej Afryce to raczej roznosi się wśród nawróconych, którzy zapamiętali, że prezerwatywy to grzech. A cudzołóstwo i gwałty? Ojtam ojtam. To dobrze, że Pani minister Zdrowia zostanie Marszałkiem Sejmu. Gratuluję jej już dziś i liczę na zlecenie wszystkich niezbędnych badań medycznych posłów oraz na publikację ich wyników na stronie internetowej Sejmu. Mamy prawo wiedzieć kto nami rządzi. A może lepiej sprawdzać, czy poseł nie jest chory psychicznie i niepoczytalny? To chyba częstsza przypadłość panów posłów, i niestety jak widać bardziej zaraźliwa. Z zaskoczeniem przyjmuję to, że zgadzam się z autorem wpisu: badania na obecność wirusa HIV powinny być bardziej dostępne. Nie tylko dla posłów. A o posłach chciałabym się też dowiedzieć, który bije swoją żonę/męża, dzieci, psa/kota/krowę. I czy lubią pomidorówkę. Bo ja nie lubię i nie chcę, żeby reprezentował mnie ktoś, kto lubi.
To lepiej przestań się ze mną zadawać, bo ja lubię, więc jeszcze to wypromuję i też polubisz.
poniedziałek, 10 października 2011
Nasza druga idolka, tuż po p. Żuraw popełniła "felieton" całkiem na czasie. Cieszymy się. Żuraw? Teraz chciałabym wyjaśnić, skąd się u mnie wzięły takie antyfeministyczne i pro-patriarchalne poglądy. Wprawdzie tłumaczyłam to już w swoich starych felietonach (sprzed 2-3 lat), jednak wydaje mi się, iż tamte wyjaśnienia były zbyt lakoniczne, niedokładne i agresywne. Dzisiaj chciałabym opisać temat głębiej niż w latach 2008-2009, tym bardziej, że dokonałam wielu nowych odkryć i przeanalizowałam więcej szczegółów. Jestem zachwycona wnikliwą analizą własnej twórczości. Muszę przyznać, iż moje ustalenia układają się w logiczną całość. Muszę przyznać, że wcale nie. Jestem antyfeministką przede wszystkim dlatego, że zauważyłam, iż w przyrodzie nie ma czegoś takiego jak równość płci. W przyrodzie nie ma również czegoś takiego jak dwudziestolatki wypisujące kretynizmy w internecie. Ani np. homofobia. Samiec jest zdecydowanie większy, silniejszy i energiczniejszy od swojej partnerki. Chcąc odbyć stosunek płciowy, opanowuje ją całkowicie - przykrywa ją swoim ciałem, wdziera się do jej organizmu i wykonuje na niej określone czynności, podczas gdy ona pozostaje bierna oraz zdana na jego łaskę i niełaskę. Współczuję serdecznie doświadczeń. Proponuję poczytać o modliszkach i pająkach. W świecie ludzi wygląda to bardzo podobnie, czego odbiciem są wyrazy i związki frazeologiczne (zarówno te literackie, jak i rubaszne) odnoszące się do aktów płciowych. Wizja seksu, zawarta w tych sformułowaniach, jest jednoznaczna i wyraźnie wskazuje na naturalną dominację i aktywność mężczyzny. Pan “bierze”, “kocha”, “kołysze”, “bzyka”, “dmucha” i “posuwa” panią, a ona “oddaje mu się”, “tonie w jego ramionach” i “jest jego”. Wyrażenia, które przytoczyłam, są niezwykle obrazowe i odzwierciedlają stan faktyczny. Wśród ssaków nagminnie występują wyrazy i związki frazeologiczne. Czasem pomaga posmarowanie maślanką i znikają. Po raz kolejny wyrażam współczucie w kwestii Pani doświadczeń. Co do osobnika męskiego: nie dość, że jest on stroną aktywną i dominującą, to jeszcze doprowadza do zapłodnienia, czyli stworzenia nowej istoty (bo zygota, tzn. zapłodniona komórka jajowa, jest już organizmem, posiadającym własny genotyp, różny od DNA ojca i matki). Właściwie to rola kobiety w zapłodnieniu jest żadna. Ktoś może powiedzieć, iż chłop wcale nie musi być aktywny i dominujący podczas stosunku, bo istnieją pozycje seksualne, w których to baba się porusza. Owszem, istnieją, ale są one sztuczne, wymyślone przez człowieka. Chłop nie... a szlachcic? Pani Natalia sugeruje, że jedyną słuszną pozycją jest ta "na pieska"? Z tego co oglądałam na Animal Planet... Poza tym, ich realizacja jest możliwa tylko wtedy, gdy facet na to pozwala (pomijam tutaj sytuacje patologiczne, w których koleś jest np. związany). Ojtam od razu patologiczne. Tym razem współczuję braku doświadczeń. I doboru słów określających mężczyzn. Wychodzi na to, iż ostatnie słowo w dalszym ciągu należy do mężczyzny. Jeśli tym słowem jest "doszedłem" to jest bardzo wskazane, żeby to mężczyzna powiedział ostatni. Testosteron to coś, co każe płci silnej gnać przed siebie jak odrzutowiec. Można go porównać do silnika, który wprawia w ruch samochód, albo do prądu umożliwiającego działanie lampy elektrycznej. Mężczyźni z problemami hormonalnymi nie występują w przyrodzie, bo umierają. Jak samochód bez silnika. Jeśli chodzi o spermę, to kiedyś wyczytałam, iż zawiera ona jakieś substancje antydepresyjne i rozweselające. Zastanawiam się więc nad teorią, głoszącą, że istnieje pewna zależność między kondycją psychiczną kobiety a obecnością mężczyzny w jej życiu. Obecność mężczyzny w życiu nie zawsze równa się przyjmowaniu do organizmu spermy. No chyba, że wystarczy pranie męskiej bielizny. Prezerwatywy się nie liczą? Czasem spotykam się z opinią, według której panie cierpiące z powodu złego samopoczucia są “niedopchnięte”. Nie wiem, czy to prawda. Nie wiem, czy to akurat z powodu spermy czy raczej np. endorfin, ale to może wyjaśniać często pojawiające się depresyjne wpisy autorki. człowiek, dzięki swojemu mózgowi, był w stanie się ucywilizować i odejść od brutalności charakterystycznej dla świata zwierząt. Pani Natalio! Umysł=/=mózg. Proszę to sobie gdzieś zapisać. Brutalność zwierząt przejawia się w zabijaniu dla przyjemności, znęcaniu się nad innymi zwierzętami i ludźmi, niszczeniu mienia, oglądaniu filmów zawierających sceny jw... ludzie takich rzeczy nie robią. Hmmmm. Samiec Homo sapiens, posiadający rozum i uczucia, uświadomił sobie, iż gwałcenie samic (także obdarzonych rozumem i uczuciami) jest złe. (...) Samiec Homo sapiens uzyskał zdolność dobrego odnoszenia się do samic, a nawet traktowania ich jak równych sobie. Było to bardzo wzruszające, szlachetne i korzystne dla kobiet, chociaż wcale nie zlikwidowało biologicznej nierówności płci. Wypływa z tego wniosek, że choć panowie byli, są i zawsze będą wyższą płcią, to powinni być dobrzy dla pań, ponieważ stać ich na taką postawę. Mężczyzna, który szanuje kobietę, udowadnia światu, iż jest człowiekiem, albowiem tylko w świecie ludzi samce są takie łaskawe dla samic. Wzruszyłam się. Logika wyskoczyła przez okno. Po co równość płci, wystarczy że czasem łaskawie nie gwałcą. Kobiety nie zawsze potrafią docenić to, co zawdzięczają płci przeciwnej - tym ogromnym, silnym, energicznym i dominującym istotom, które mogłyby je zgnieść jak mrówki, a które zdecydowały się być empatyczne wobec słabszych. Ja doceniam, kiedy mężczyzna otwiera mi słoik ogóreczków albo wkręca kołki pod firanki. Tylko hołd oddać. A czasem nawet śmieci wyrzucą, filantropi. umiarkowany patriarchalizm byłby zgodny zarówno z naturalną, jak i z kulturalną częścią człowieka. Z jednej strony, byłby on przedłużeniem samczej dominacji występującej w przyrodzie. Z drugiej: zgadzałby się z normami kulturowymi wytworzonymi przez ludzki rozum. Pani Natalio! Kulturalny=/=kulturowy! Po co (na siłę i kosztem mężczyzn) wpychać kobiety do polityki oraz na inne wysokie stanowiska? Pozwólmy rzece płynąć, nie starajmy się powstrzymać facetów idących swoją naturalną drogą! Po co (na siłę i kosztem kobiet) wpychać kobiety do kuchni oraz w inne domowe role? Pozwólmy rzece płynąć, nie starajmy się powstrzymywać kobiet idących wybraną przez siebie drogą! mam w Internecie wielu znajomych płci męskiej. Ale nie próbuję im wmówić, iż jestem im równa albo lepsza od nich. Dlaczego? Bo byłoby to po prostu żałosne. Internet? To gdzieś w zachodniopomorskiem? Ja mam znajomych w różnych miastach i komunikuję się z nimi za pomocą Internetu, Telefonów i Rozmów w Knajpach. Ja też nie staram się nikomu wmówić, jak są co najmniej równi to sami zauważą. Zastanawialiście się kiedyś, skąd się bierze tzw. męska duma? Otóż z biologicznej strony męskiego jestestwa. Facet posiada samczy instynkt i doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego potencjału. Wiedza o własnych atutach może być świadoma lub podświadoma, ale bez wątpienia istnieje, czego przejawem jest właśnie męska duma. W kwestii męskiej dumy to wiem, że ma coś wspólnego z niemożnością zapytania o drogę nawet pod groźbą nocowania w Puszczy Białowieskiej. Kobieta też wie - świadomie albo podświadomie - o biologicznej przewadze facetów. Dowód? Każda normalna, zdrowa psychicznie i logicznie myśląca pani boi się gwałtu. Wie bowiem, że gdyby jakiś zły, okrutny i zezwierzęcony mężczyzna ją zaatakował, to byłaby wobec niego zupełnie bezbronna. Normalna i logicznie myśląca kobieta trenuje samoobronę albo nosi gaz pieprzowy i wie, że wcale nie jest taka bezbronna. Nie wiem, czy zwyrodnienie powinno się kwalifikować jako przewaga. Mówi się, że wielu facetów posiada istną “obsesję” na punkcie własnego fallusa i otacza go jakimś sekretnym kultem. Część ciała, o której piszę, jest przez tych mężczyzn traktowana w wyjątkowy sposób: faceci poświęcają jej dużo uwagi i odnoszą się do niej z dziwnym szacunkiem. Mówią do niego per 'pan' i zawsze przepuszczają pierwszego w drzwiach. Otóż penis jest kwintesencją męskości, fizycznym znakiem przynależności do królującego w naturze rodu samców. Jest to ta część ciała, która daje samcowi władzę nad samicą i przyczynia się do poczęcia nowego organizmu. Mężczyzna wie, świadomie lub podświadomie, iż członek nobilituje go w świecie przyrody. Stąd lekka “obsesja” na jego punkcie. Tego samego nie możemy powiedzieć o kobiecych piersiach. No poza męską obsesją na ich punkcie. Oczywiście wagina ponownie się nie liczy, nie daje nad nikim władzy i się nie przyczynia. I nie szanujemy jej tylko trzymamy w piwnicy. gdzieś wyczytałam, iż mężczyźni uznają seks oralny za największy dowód miłości ze strony kobiet. Ojtam od razu miłości. Niektórym wystarczy 20 zł (wiem, bo kiedyś podsłuchałam jak się targowali na poznańskim placu Wielkopolskim). No nie do końca. "Love sucks. True love swallows." wiem z opisów, że seks oralny polega na tym, iż baba pada na kolana przed facetem i zaczyna całować oraz w inny sposób pieścić ustami jego fallusa. Jeszcze raz wyrażam współczucie. Ale dobrze, że Pani Natalia nie żyje w przekonaniu, że seks oralny polega na rozmawianiu o seksie. Wydaje mi się, że taka sytuacja wyzwala w podświadomości mężczyzny przekonanie, iż kobieta zaakceptowała jego biologiczną wyższość i oddała hołd jego męskości. Taka sytuacja może też oznaczać brak zabezpieczenia albo niechęć do uprawiania klasycznego seksu w trakcie menstruacji. A jak ciąga za włosy to powrót do prehistorii? A autorka wyczytała, że istnieje też seks oralny w drugą stronę? Co wtedy? No, więc jak to jest z tą nierównością płci? Czy towarzyszy nam ona od pierwszych chwil naszej biologicznej egzystencji, czy dosięga nas dopiero po latach? Trudno powiedzieć. Muszę to jeszcze przemyśleć. Oh noes! Ha, a dziewczynki szybciej uczą się chodzić. Po prostu pokazałam, że ludzie nie są równi pod względem biologicznym. Gdy się na nich patrzy wyłącznie przez pryzmat fizyki i fizjologii, dochodzi się do wniosku, iż mężczyźni zostali postawieni przez przyrodę wyżej niż kobiety. Patrząc na ludzi przez pryzmat fizyki od razu widać, że mężczyźni są postawieni wyżej. To ma coś wspólnego z grawitacją. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytamy
Tagi
|