jesteśmy przemądrzałe i uważamy się za lepsze od innych
RSS
wtorek, 26 lutego 2013

Z przyczyn zawodowych mam ostatnio dużo do czynienia z ogłoszeniami. Prawdopodobnie dostałam już raka mózgu. W dzisiejszym odcinku: błędy ortograficzne, interpunkcyjne i inne.

sprzedam lup zamienie na osobuwke

fajne bluzeczki po synie

troche plastiki popenkane nie wołam, za to dużych pieniędzy skuter z dokumentami do zrobienia przegląd bezterminowy (to z serii: dlaczego warto używać przecinków)

mało używany sprzęt wętkarski  w żułtym pudałku som jeszcze haczyki

2 nokie bez guzików włanczających można włonczyć igłom działają

rurzne  jakes prace pilńie jake kolwiek

mam do sprzedania blututch 2.0

Telefon spadł mi w pażdzierniku na chodnik koledze pod nogi i go niechcący kopnął więc ma porysowany panel i tylna klapka odstaje. (jakie agresywne te dzisiejsze telefony)

LG L3 uzywany był  nie caly rok posiada ładowarkę ale niestety ma angielskie menu a ja z angielskiego jestem słaby wiec chce go sie pozbyc (z polskiego też słabiutko)

porcelanowa figurka – postać dziecka bawiącego się z wiewiórką firmy Goebel

Mam do sprzedania bardzo atrakcyjna dzialke rekreacyjno (powinno być: atrakcyjno)

kapelusz z sliczno kokardo

bordowy chawtowany gorset z cekinami

auto jest wpelni sprawne  ma opłaty nie madziur dokładam dwa kołaletnie (co to jest madziur?)

Komentarz optymistyczny: to wspaniałe, że tylu obcokrajowców korzysta z polskich portali ogłoszeniowych. Za pieniądze ze sprzedaży na pewno kupią sobie słowniki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 29 października 2012

Tylko 2,5 % Polaków wynajmuje mieszkania. Dlaczego zamiast wolności, wybieramy małą stabilizację?

 

Stabilizacja nie jest antonimem dla Wolności.

Kupić czy wynająć? Większość Polaków nie ma wątpliwości. Mieszkania kupujemy obsesyjnie, jak tylko załapiemy się na etat albo odłożymy trochę gotówki.

Jak tylko wala mi się jakieś 5 zł po portfelu od razu idę kupić jakieś mieszkanko. Oczywiście w artykule nie ma ani słowa o tym ilu Polaków mieszka "na swoim", ale z rodzicami, dziećmi, wnukami i kozą w 2 pokojach.

To co u nas jest normą, na Zachodzie dziwi.

Znajomych z Zachodu dziwi czasem, że nie byłam nigdy w Australii.

 – Kupujemy mieszkania, bo kojarzą nam się ze stabilizacją. Rzeczywistość jest niestabilna, więc oparcia poszukujemy w posiadaniu, które daje poczucie komfortu. – tłumaczy socjolog. Potwierdzeniem dla tej tezy mogą być badania wykonane przez Eurostat, które donoszą, że tylko 2,5 procent Polaków decyduje się na wynajem. 

Wow, szacun za jakiekolwiek wyniki badań. Szkoda, że te 2,5% nie mają nic do tezy Pana Socjologa.

Czytałam o jakichś badaniach, z których wynikło, że Polacy NIE LUBIĄ JEŚĆ W RESTAURACJACH.

Na tle naszych zachodnich sąsiadów wypadamy dość marnie, chociażby w Niemczech, w wynajętych mieszkaniach żyje ponad połowa społeczeństwa.

Może dlatego, że wynajem kawalerki w Polsce i w Niemczech kosztuje tyle samo, przy czym w Polsce zarabia się 4 razy mniej?

Czy autorka mogłaby się przejechać i porównać standard wynajmowanych mieszkań w Polsce i na Zachodzie?

Poza tym - Polacy wynajmują. Na Zachodzie właśnie. Przyjeżdżają tam na chwilę do pracy, żeby zarobić na kredyt mieszkaniowy w Polsce. Może stąd te statystyki...

– Myślę, że przyczyna tkwi w pewnym sensie w naszej mentalności – odpowiada mi Pęczak. – Polacy to naród mało mobilny i zdecydowanie konserwatywny. Wynajem kojarzy nam się z prowizorką, ze stanem przejściowym, a to nie leży w naszej naturze. Wbrew pozorom mamy duży problem z wolnością i niechętnie wybieramy sytuacje, które nam ją dają – dodaje socjolog. Czyżby były to reperkusje PRL-u? W końcu przez lata uczono nas życia, w którym własność osobista była na ostatnim miejscu, może więc kiedy wreszcie posiadanie stało się możliwe, to nie możemy się oprzeć i kupujemy dla samego kupowania?

Kompulsywne kupowanie mieszkań nie ma też nic wspólnego z faktem, że w naszym kraju bezproblemowo można wyrzucić inwalidkę na ulicę, bo właścicielowi mieszkania odwidziało się wynajmowanie.

To, że kredyt jest tańszy od wynajmu też na pewno nie ma na to żadnego wpływu, prawda? W niektórych krajach są podatki dla osób mieszkających "na swoim" żeby było fair wobec osób, które płacą za wynajem.

– Myślę, że raczej jest to dziedzictwo kultury chłopskiej, która stawiała własność prywatną ponad wszystko.

Chłopstwo polskie wszędzie było znane z przywiązania do własności prywatnej. Nie to co szlachta, która w życiu by się nie skalała posiadaniem jakiegoś dworku czy innego zameczku.

Kogokolwiek by nie spytać, wszyscy zgodnie przyznają, że wynajem się nie opłaca. Czy rzeczywiście można tak jednoznacznie ocenić tę sytuację? – Zdecydowanie nie – odpowiada mi Bartosz Turek z Home Broker. – Wszystko zależy od tego, gdzie chcemy mieszkanie wynająć, jakie ma ono być i ile czasu chcemy w nim mieszkać. Ogólnie rzecz biorąc koszt wynajmu jest niższy niż raty kredytu i czynsz. 

Spytałam znajomego Chińczyka i powiedział co innego.

Autorka bardzo lubi przepychać w swoich artykułach wyssane z palca tezy opiniami zupełnie nieprzypadkowo zapytanych ludzi. Szukałam kawalerki do wynajęcia w Poznaniu: 1500 zł za 30 metrowe mieszkanie to żadne novum. Rata kredytu przy 20-30 letnim okresie spłaty raczej nie byłaby wyższa.

Wynajem daje nam wolność, którą trudno osiągnąć przy kupionym mieszkaniu. Nie jesteśmy uwiązani kredytem, więc łatwiej podejmujemy trudne, życiowe decyzje. 

Jaką wolność daje nam wynajem? Wolność adoptowania kota bez pytania właściciela o zdanie? Możliwość przestawienia ścian w mieszkaniu? Zrobienia imprezy i niemartwienia się, że ktoś nas wyrzuci?

Tak, kredyt nas uwiązuje. A wynajmowanie po pewnym czasie jest już za darmo i wcale nikt nas nie wyrzuci za miesięczną zaległość.

W końcu wspólne mieszkanie jest po prostu bardziej opłacalne pod względem ekonomicznym. W Polsce jednak wciąż kojarzy się ze studenckim, przejściowym życiem i raczej nie mieści się nikomu w głowie, żeby żyć przez lata. 

Achh o taką wolność Autorce chodzi: mieszkamy w 6 osób w dwóch pokojach, płacimy mało i te zaoszczędzone miliony rekompensują fakt że nie możemy zrobić siku jak nas ciśnie, bo łazienka zajęta.

Albo wysuszyć prania. Albo zaprosić gości. Albo zrobić kanapki. 

Wszędzie węszymy spisek, chociażby zakładając, że jeżeli ktoś jest bogaty, to na pewno dlatego, że coś ukradł. Tą cechę wzmagają niestabilne czasy, w których przyszło nam żyć. 

Myślałam, że Pan Socjolog mówi o Polsce a to jednak o Syrii. Bo pod pojęciem "niestabilne czasy" zwykle rozumie się wojnę domową a nie korki na ulicach.

Swoją drogą, tam to chyba mają swoje mieszkania a nie wynajęte. 

Czy jest szansa żeby kiedyś sytuacja się zmieniła? Socjolog i finansista nie mają złudzeń, że jedną z głównych przyczyn tej sytuacji jest kryzys. Kiedy poczujemy się pewniej, wzrosną nasze zarobki i zmieni się sytuacja na rynku, to wszystko się zmieni.

Ludzie nie mają pieniędzy i jest wojna, więc wydają je (te nieistniejące pieniądze) na mieszkania. Jakby więcej zarabiali to woleliby wydać na wynajem, który jest tańszy, ale droższy, ale tańszy, tak?

niedziela, 07 października 2012

Wieczny student to obelga, zmiana kierunku studiów to strata czasu, a roczna przerwa w uczeniu to niedojrzała decyzja. W Polsce wciąż pokutuje przeświadczenie, że studia to etap, który trzeba zaliczyć jak najszybciej i najlepiej bez potknięć. Rośnie pokolenie papierkowych studentów, którym od przyjemności poszukiwań intelektualnych bardziej zależy na dokumencie. Czy zmiana myślenia jest możliwa?

 

– W Polsce wciąż żyjemy w przeświadczeniu, że zmienność jest wynikiem niedojrzałości – mówi dr Ewa Blińska-Sucharek, socjolog edukacji. – Osoby, które często zmieniają pracę czy studiują dłużej niż przyjęto, postrzegane są jako niestabilne i nie wzbudzające zaufania.

 

My, doktor Ewa, żyjemy.

Tyle w tym racji, że za granicą podejrzliwie patrzyli na mnie, że w moim wieku chcę już pracę.

 

Dawniej normą było, że po studiach szło się do zakładu pracy i tkwiło w nim do emerytury. Czasy co prawda się zmieniły, ale podejście pozostało. 

 

Autorka narzekając na to, że ludzie pobieżnie studiują  nie wysiliła się nawet, żeby znaleźć jakiekolwiek dane liczbowe potwierdzające jej śmieszne tezy.

Rzeczywiście, porównanie sytuacji ludzi żyjących w dwóch skrajnie różnych ustrojach jest bardzo trafne.

 

Myślenie o studiach jako okresie poszukiwań, to rzadkość. Większość studentów zaczynając studia ma już zaplanowaną karierę.

 

Prawda, ja miałam zaplanowaną karierę już w gimnazjum. Tylko po studiach okazało się, że coś idzie nie tak i jeszcze żadnego wieżowca nie postawiłam.

Nie wiem, co Autorka rozumie pod pojęciem "kariery"? Czyżby siedzenie na kasie w Biedrze po etnologii? A może pracowanie na magazynie po historii?

 

Rzeczywiście studenci w Polsce niechętnie zmieniają kierunki studiów. Mimo że studia często ich nie interesują, to kończą je z myślą, że zapewnią im pracę. 

 

Ile studentów nie zmienia studiów? Ci wszyscy politolodzy, poloniści i marketingowcy-zarządzeniowcy serio nie studiują nic więcej, bo wiedzą, że dostaną pracę?

 

– Pamiętam minę pani z dziekanatu na wydziale biologii, kiedy przenosiłam papiery z Akademii Muzycznej. Nie mieściło jej się w głowie, że można interesować się zarówno muzyką, jak i ochroną środowiska – opowiada Ala Gadomska, która kilkakrotnie zmieniała kierunki studiów, a w swojej karierze zaliczyła zarówno medycynę, etnologię czy biologię. 

 

Wiadomka, że Pani Z Dziekanatu stanowi reprezentatywną grupę dla polskiego społeczeństwa.

Gorzej, że polscy pracodawcy też często myślą jak taka pani. Od przedszkola trzeba chcieć pracować w ich firmie.

 

Większość z nas od dziecka programowana jest na zrobienie kariery. Rodzice zapisując nas na kolejne dodatkowe zajęcia, wybierając nam świetnie szkoły,

 

Pani Autorko! Większość ludzi w tym kraju nie mieszka w dużych miastach i nie ma dylematów: karate czy fiński dla dziecka, tylko raczej: rachunek za prąd czy za gaz.

 

Moja mama powiedziała mi ostatnio, że będzie mi pomagać dopóki nie znajdę czegoś, co mnie pochłonie, bo wie, że tylko to da mi szczęście. To dla mnie bardzo ważne – tłumaczy Ala.

 

Gratulacje, jak wrócisz do rzeczywistości to nie płacz. Mamusia nie powiedziała, że fajne studia, które "pochłaniają" nie są równoznaczne z fajną pracą, która "pochłania" i jednocześnie pozwala wyżyć?

Nie, przecież to będzie wina Wszechświata. W ogóle co to za pomysł studiować coś, co kogoś pasjonuje. Zrobiłam tak i nagle straciłam pasję.


Na Zachodzie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Tam kolejne lata studiowania postrzegane są jako wchodzenie na nowe poziomy poznania. W końcu każdy nowy kierunek, to nowi ludzie, nowe wyzwania i profesorowie. W końcu studiować znaczy nie tylko „uczyć się”, ale również „badać”, w Polsce jednak wciąż to słowo oznacza bardziej „zaliczyć” niż „poznać” – dodaje socjolog edukacji.

 

Czego nie można powiedzieć o pracy: nie poznaje się tam ludzi, niczego nowego nie uczy, nie ma wyzwań. No i sorry: jak dla Profesorów liczy się bardziej żeby "zaliczyć", to dlaczego studenci mieliby chcieć "poznawać"?

 Proponuję poszukać problemu w mentalności profesorów a nie studentów. 

 

W końcu w Polsce, jak mało gdzie, warunki do studiowania są całkiem niezłe. Studiować możemy tyle, ile nam się spodoba i do tego za darmo. Oczywiście liczą się też finanse, ale przy dobrej organizacja można też sobie z tym poradzić.

 

BUAHAHAHAHAHA 

Za darmo. Niezłe warunki. Pewnie jeszcze świetny poziom i sensowny program.

 

Badania pokazują jednak, że Polacy nie tylko boją się zmieniać kierunki studiów, ale także doszkalać się w przyszłości.


Tak, boją się też kupować drogie samochody, podejmować zatrudnienie i jadać w restauracjach.

JAKIE BADANIA? GDZIE SĄ TE BADANIA? 

Pewnie robili je studenci na zaliczenie.

wtorek, 28 sierpnia 2012

A o to rady Aleksandry Michalczyk, jak uniknąć grzechu. Tylko cały czas nie wiem czy swojego, czy cudzego.

O tym, że nieczystość i bezwstyd szerzy się na świecie nie trzeba nawet wspominać. W tej walce jedną z ulubionych broni szatana jest ... niewiedza.


Niedawno uczestniczyłam w prelekcji dla pań dotyczącej czystości. Prowadząca perorowała: - My kobiety wiemy jak pewne kwestie poruszać z delikatnością. Jeżeli twoja koleżanka ma dekolt do pasa, to należałoby jej powiedzieć, że bluzka w tym kolorze nie za bardzo jej pasuje.

 

Ażeby koleżanka natychmiast wymieniła ją na inny kolor.

 

Ja moje wydekoltowane bluzki piorę po każdym założeniu i nie mam problemów z czystością.

 

Druga anegdota dotyczy księdza, który mówił do matek młodych dziewcząt, mających wkrótce przystąpić do bierzmowania, iż powinny zwrócić uwagę na skromny wygląd swych córek. Ku zdziwieniu duchownego, kobiety okazały oburzenie: - Są młode. Kiedy mają pokazywać nogi, jak nie teraz?

 

Może przy księdzu lepiej nie pokazywać nawet przy pierwszej komunii.

 

Jak widać kostkę to już nieskromnie? Straszny świntuch z tego księdza.


Ta beztroska kobiet w podejściu do ubioru jest (UWAGA!) uzasadniona. Jest po prostu naturalna. Normalna kobieta nie jest w stanie wyobrazić sobie, co może mieć w głowie mężczyzna patrząc na roznegliżowane panie.

 

One po prostu nie wiedzą, że się podobają i dlatego ubierają się tak, żeby się podobać, zupełnie niechcący. I te normalne, które nie wiedzą co to seks, z upodobaniem noszą dekolty? Załapałam?

 

Chyba jestem nienormalna bo wiem, że mężczyzna ma w głowie myśl o cyckach. I nie spędza mi to jakoś snu z powiek.

 

Co więcej, nie ma w sobie podobnych mechanizmów. Gdy człowiek chce coś zrozumieć, próbuje znaleźć analogiczne sytuacje w swoim życiu. Dochodzi więc do tego, że niejedna niewiasta przyrównuje męską chęć oglądania się za kobietami, do swej własnej chęci ... oglądania się za uroczymi bobasami w wózeczkach.

 

Po pierwsze, na widok bobasów w wózeczkach raczej się odwracam, ale to chyba nie jest statystycznie normalne. Po drugie... co? Zabrakło mi mózgu na to porównanie, przyznaję.

 

Uroczymi? Bobasami? W wózeczkach? Jednak jestem nienormalna. Kobietom się wydaje, że mężczyzna na widok nieubranej kobiety myśli "cicirici jaki słodziaczek, łojezusicku, a tititititi jakie mam polićki pulchniutkie, a nii niii niii"? (idę zwymiotować).

 

Nie wystarczy też, gdy matka powie córce: „Mężczyźni myślą inaczej niż my, dlatego nie można ubierać się prowokująco.”

 

Po co mężczyźni mają się wysilać, żeby poskromić instynkty, skoro my możemy się wysilić, żeby się zakrywać. Mamy przykład wielu krajów i kultur, gdzie to się sprawdza. W krajach, gdzie kobiety chodzą zakryte od stóp do głów, mężczyźni nie są wystawieni na pokusy, więc szanują kobiety i nie ma gwałtów... zaraz, chwila...

 

Autorka jest chyba kryptofeministką: mężczyźni to kretyni i i samobieżne penisy na kółkach i trzeba ich trzymać na smyczach bo się pogubią.

 

W głowie nastolatki (czy generalnie każdej kobiety) od razu, według jej własnej natury pojawiają się bowiem wiadomości uzupełniające w stylu: „Idę na imprezę, ale będzie tam tylko dwóch chłopaków, którzy mnie nie lubią, więc mogę ubrać co chcę.”, „Spotykam się gronie rodziny. Przecież to szwagier, jak mógłby sobie coś pomyśleć?”, „Jadę na wycieczkę, ale wszyscy są żonaci, więc nie ma obaw.”

 

 Dlatego też należy tłumaczyć nastolatkom, że jak zostaną zgwałcone, to będzie wyłącznie ich wina. 

 

Nie przesadzałabym z tym "każdej". Jako nienormalna kobieta myślę: jebie mnie co sobie ktoś pomyśli - jest 35 stopni w cieniu. Dodatkowo zakładam, że faceci to też homo sapiens.

 

Co należałoby więc zrobić? Otóż - należałoby kobiety oświecić. Oczywiście muszą to zrobić panowie, bo tyko oni do końca wiedzą, co mają w głowach. Problem w tym, że wielu z nich tchórzy, a tylko nieliczni decydują się to zrobić.

 

"Słuchaj maleńka, jak patrzę na Twój dekolt budzą się we mnie pierwotne instynkty..."

 

Albo: "masz fajne koraliki..."

 

Uważają bowiem, że ucierpi na tym ich (źle rozumiana) męska duma lub boją się wchodzenia w szczegóły. A przecież toczymy walkę przeciw złu, przeciw grzechom śmiertelnym, które wciągają ludzi do piekła.

 

Pogubiłam się już, o które grzechy chodzi. I która strona jest za wszystko odpowiedzialna.

 

Sukienki na ramiączkach wciągają ludzi do piekła? Szorty? Bikini? Życie katolików jest zaiste pełne cierpień i pokus.

 

Tu nie ma miejsca na delikatne insynuacje na temat koloru bluzki. Im większy kaliber, tym ostrzejsze ma być działanie, a ewentualny dyskomfort słuchaczek to naprawdę niewielka cena. Tak więc - mężczyźni, macie zadanie do wykonania!

Kaliber piersi?

Czytelnicy też są odrobinę skonfundowani:

chłopzewsi

(...) mam Żonę, którą bardzo kocham i wolałbym nie być prowokowany przez inne kobiety, świadomie czy tez nieświadomie. (...)

Tak bardzo ją kocha, że będzie wierny tylko, jak nie będzie miał innego wyjścia?

Oczywiście. Jak chłop zdradza to wina tych wyuzdanych gimnazjalistek, co do bierzmowania idą w spódnicy do kolan.

petrus

Pod tym względem racje mają muzułmanie, któzy każą kobietom chodzić w okryciach. W kraju katolickim też tak powinno być i wtedy żaden mężczyzna nie miałbym sprośnych myśli, bo nie ma co ukrywać, że kiedy widzi się piękną kobietę w obcisłych ubraniach to ciężko jest nie popatrzeć.

Gdyż, jak już wspominałam, tam nikt nie ma nieczystych myśli, zadziałało!

A może zamknijmy mężczyzn w domach, żeby nie musieli patrzeć na te sprośne baby.

gorzki

hm, nie zdawałem sobie sprawy, że kobiety tak to widzą... Mam dwie córki, 18 i 22 lata i wiem, że najważniejsze jest wpojenie im skromności przez matkę.

Spokojnie, my też nie. Ale co my wiemy, nie mamy trzech kobiet w domu.

nederlanden

No tak najlepiej zwalić na mężczyzn. Ale, ale w tym grzechu pożądliwości ze strony mężczyzny uczestniczy także kobieta grzechem próżności równie niebezpiecznym bo łatwym do opanowania. Mężczyźnie trudniej jest walczyć z czymś bardzo naturalnym. Tak więc kto ma większy grzech, kto powinien być bardziej uważny w swoich czynach?

Pan ma ten sam problem, co ja.

Kasia

nederlanden- jaka próżność? Kobieta w swoje geny ma wpisany instynkt doboru partnera względem dobrego dopasowania genów, by dziecko było zdrowe i silne i to czysta chemia i biologia. (...) Ten asortyment narzędzi to też okrutne przekonanie o swojej urodzie i o popędliwej naturze ojca swoich dzieci.(...)
Szalone powodzenie brzuchatych 70cio latków z łysiną i 7cyfrowym stanem konta (przed przecinkiem) to też czysta chemia i biologia.

Goladkin
Nie gniewaj się Kasia, ale te biologiczno-psychologiczne wywody na temat kobiety to bzdury (jak zresztą większość tez naukowców - w wielu różnych dziedzinach).

Weźmy na przykład taką ewolucję.



21:32, czepialskie
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 06 sierpnia 2012

To nie festiwal rockowy dla antysystemowej młodzieży, a bardziej upolityczniona impreza młodych, wykształconych z wielkich miast.
Organizowany przez Jerzego Owsiaka „Przystanek Woodstock" w Kostrzynie nad Odrą w coraz mniejszym stopniu nawiązuje do epoki dzieci kwiatów, a coraz bardziej staje się miejscem zabawy bardzo młodych ludzi, komercyjnych łowów i politycznego lansu polityków jednej opcji. Takie wnioski można wyciągnąć po tegorocznej edycji imprezy.

Tym razem bezpieczniej


Tegoroczny „Przystanek Woodstock" odbył się już po raz osiemnasty, z tego dziesiąty w Kostrzynie nad Odrą. Zagrało ponad sześćdziesięciu wykonawców z Polski i zagranicy, ale gwiazd wielkiego formatu zabrakło. Najbardziej rozpoznawalnymi zespołami były polska grupa rockowa LuxTorpeda i szwedzki Sabaton. Przez woodstockowe pole przewinęło się łącznie ok.350 tys. osób.

Etam Machine Head i The Darkness. Pewnie Autor chciałby na Woodstocku usłyszeć Edytę Górniak albo Adele.

A według szacunków Centrum Zarządzania Kryzysowego wojewody na woodstockowym polu w Kostrzynie bawiło się ponad pół miliona ludzi.

- To był kolejny, bardzo spokojny „Woodstock" - przekonywał Sławomir Konieczny, rzecznik lubuskiej policji.

Od 2 do 4 sierpnia w trakcie trwania imprezy Owsiaka zatrzymano 25 osoby posiadające przy sobie narkotyki, zanotowano ok. 51 kradzieży, 6 włamań.

Na ponad 500 tysięcy ludzi tyle przestępstw?? Jeżyce i Praga mogą się schować. Uprzejmie została pominięta informacja na temat oddanej przez Woodstokowiczów krwi.

Nie narkotyki, tylko ziółka. Nauczcie się w końcu odróżniać.

Na "Przystanku Woodstock" policjanci zatrzymali też bawiącego się tam 22-latka, który kilka dni wcześniej w Gdyni zabił kobietę.

Co implikuje, że pozostali uczestnicy też na pewno zabili, zabiją albo są w trakcie zabijania trójmiejskich kobiet.

Ale ci, którzy pamiętają jeszcze początki „Przystanku Woodstock", mogli czuć się rozczarowani. Zamiast fanów rocka - weteranów dawnych jarocińskich festiwali - na woodstockowym polu pojawili się głównie ludzie młodzi i bardzo młodzi. Królowały więc biusty kilkunastoletnich dziewcząt, różowe koszulki i wydekoltowane sukienki.

"Więcej nie jadę, mieli być siedemdziesięciolatkowie, a są cycki". 

Była jedna osiemdziesięciolatka: http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120805/PRZYSTANEK_WOODSTOCK/120809585

No a poza tym: najpierw Autor mówi, że wykształceni a teraz, że młodzi? To chyba dobrze świadczy o festiwalu, że przyjeżdżają na niego 17letni magistrzy.

To również głównie nastolatki taplali się w kałużach z błota i ścieków - jednej z najbardziej rozreklamowanych przez media atrakcji „Przystanku".

A tak liczyli na taplających się w błocie staruszków.

Lepiej chyba promować kąpiele w błocie niż homoseksualizm.

- Jadę sama, ale na polu umówiłam się z koleżankami z klasy - mówiła dziennikarzowi „Rz" siedemnastoletnia Ewa z Krakowa spotkana w woodstockowym pociągu. W trakcie podróży słuchała sentymentalnych piosenek Adele.

Dlaczego więc wybierała się na festiwal, gdzie grano ostrą rockową muzykę? - To przecież „Przystanek Woodstock". Tam trzeba być - dziwiła się pytaniu.

Nie wolno sluchać różnej muzyki, powtarzam, nie wolno! Jest limit gatunków na osobę, a w pociągach w szczególności należy wybrać najgłośniejszą.

Nastolatka trochę się martwiła, że nie będzie miała gdzie spać, bo nie zabrała namiotu. Ale dodawała też, że na pewno ktoś ją z koleżankami przygarnie.

Już na polu namiotowym kolejka do punktu, w którym rozdawano prezerwatyw, była dłuższa niż do stoisk z piwem.

Prezerwatywy, przy dzieciach! Pewnie dla gejów i gwałcicieli!

Żeby chociaż młodzież uprawiała ten seks bez gumek i po pijaku to byłaby nadzieja. A tak? Same patologie.

Na "Przystanku Woodstock" o ile można było zobaczyć punkowe irokezy - symbol „buntu i anarchii" - to najczęściej kupne, sztuczne lub rozdawane w ramach promocji przez przedstawicieli jednej z firm.

Autor wolałby zobaczyć prawdziwe subkultury, z prawdziwymi irokezami, prawdziwie zwalczające się nawzajem. Ale chwila, wcześniej mówił coś o dzieciach-kwiatach.

Autor osobiście sprawdzał prawdziwość irokezów?

"Przystanek Woodstock" z rockowego festiwalu zamienił się w komercyjne łowy. Przedstawiciele firm, które wcześniej uiściły stosowną opłatę, byli widoczni na polu namiotowym i wśród młodych: browar Carlsberg (sam Owsiak wystąpił w koszulce reklamującej ten produkt), portal aukcyjnego Allegro, bank Pekao SA, sieć komórkowa Play etc.

Powinien sfinansować to ze środków Wielkiej Orkiestry, na pewno by wystarczyło.

Nie może być!? Darmowa, niebiletowana impreza ma swoich sponsorów!! (Nie to co taki Heineken Opener czy Orange Warsaw Festival, które gardzą sponsorami...)

A opodal tradycyjnie towarzysząca festiwalowi Owsiaka „pokojowa wioska sekty Hare Kryszna" kusząca młodych wykładami o reinkarnacji, astrologią i wegetariańskim jedzeniem.

Tego już za wiele. Wegetariańskim jedzeniem. WEGETARIAŃSKIM. JEDZENIEM. (w dodatku tanim i smacznym)

Co się Autor tak uparł na tego Owsiaka? Woodstock i Finał organizuje WOśP.

Od kilku lat coraz większymi krokami w imprezę organizowaną przez Owsiaka wkracza polityka. W poprzednich latach na festiwalu pojawiali się m. in. Leszek Balcerowicz, Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Marek Belka. W tym roku na "Woodstocku" z młodzieżą spotkali się prezydent Niemiec Joachim Gauck i witany oklaskami prezydent Bronisław Komorowski.- Przyjechaliśmy tu, aby spotkać się z młodzieżą polską i niemiecką tam, gdzie jest jej najwięcej i gdzie jest najfajniejsza - mówił Komorowski.

Ech ta dzisiejsza młodzież, zamiast zwalczać system to się z nim sobie spotyka.

Że niby Gauck (bezpartyjny były duchowny) i Komorowski (PO) to politycy przedstawiający jedną opcję?
Nigdy na Woodstocku nie było Wojciecha Manna (dziennikarza), Tadeusza Pieronka (biskupa), Bogusława Wołoszańskiego (dziennikarza i historyka), Adama Michnika... wszyscy jak jeden mąż z jednej opcji politycznej.

No przecież, że jednej. Odmiennej.

W tym czasie członkowie Pokojowego Patrolu usuwali spod sceny, na której mieli wystąpić prezydenci, młodych, którym wypity alkohol nie pozwalał utrzymać się na nogach.

Zamiast zostawić, żeby dostali udaru słonecznego i umarli. Autor to chyba dobry chrześcijanin.

Wolność bez Pro Life

Zawsze czuję niepokój, jak nagle pod koniec artykułu wyskakuje mi nagłówek.

Komorowski i Gauck w swoim wystąpieniu wiele uwagi poświęcili wolności i otwartości. Przetestował to jeden ze studentów, który zapytał, czy może usiąść obok nich. - Tak, ale proszę wziąć ze sobą koleżankę - odparł Komorowski, wskazując na atrakcyjną licealistkę.

A do kuchni powinien zagonić!

Skąd Autor wie, ze licealistkę? Może dziewczyna była w technikum albo zawodówce?

Mniej otwarta była kostrzyńska policja, która uniemożliwiła przeprowadzenie w mieście legalnej pikiety obrońcom życia z fundacji Pro. Funkcjonariusze interweniowali gdy prolife'owcy wyciągnęli baner z wizerunkiem abortowanych dzieci.

To takie analogiczne. On z koleżanką mógł, oni z dzieciaczkami nie mogli, no jak to.

Nie dość, że antykoncepcjoniści to jeszcze aborcjoniści na tym Woodstocku. I wypromowali te idee tak mocno, że policja je kupiła.

Co ciekawe, choć przepisy zabraniają spożywania alkoholu w miejscach publicznych, kostrzyńscy policjanci nie reagowali na widok osób raczących się piwem na ulicach i skwerkach miasta.


Chętnie przyczepiłabym się do samego przepisu.

 

wtorek, 13 marca 2012

W roli ekspertki od wszystkiego występuje dziś żona elektryka Lecha W.

Nie było kawy w biurze to włączyłam onet, od razu ciśnienie mi się podniosło. Nawet nie chodzi o to, jakie poglądy ma pani Danuta, bo każdy niestety może mieć własne, ale o argumenty, jakich używa - pięknie ilustrują, dlaczego czasem debata jest zwyczajnie niemożliwa.

Rozumiem, że ktoś może być przeciw czemuś BO TAK, ale nie dlatego, że nie ogarnia innego punktu widzenia.

- Aborcja to zabijanie człowieka. Zarodek, który jest, to nie jest człowiek? Dla mnie to jest człowiek od momentu zapłodnienia. Aborcja to morderstwo. Jeśli jakaś pani chce zamordować dziecko, to niech je urodzi i własnymi rękami zamorduje, tak uważam – powiedziała Danuta Wałęsa w "Poranku TOK FM".

Żona Lecha Wałęsy dodała, że jest przeciwko aborcji. - To poniżanie kobiet, które rodzą dzieci. Macierzyństwo jest cudowne. Dokąd my dojdziemy, jeśli będziemy podkreślać, że młode kobiety nie chcą mieć dzieci – powiedziała w dalszej części rozmowy.

Bo każda kobieta chce mieć dziecko. Także każda dwunastoletnia i każda ta, która umrze, zanim je urodzi.

Zaznaczyła, że nie rozumie postulatów niektórych partii.

Ja też nie rozumiem postulatów niektórych partii, jednak mamy coś wspólnego.

– Janusza Palikota nie rozumiem. Niech mu Pan Bóg da na jeden dzień być kobietą i zajść w ciążę, to wtedy zobaczymy – powiedziała Danuta Wałęsa.

Nie wiem, czy Pani Danuta grozi czy życzy.

I tu jest sedno problemu. Ja potrafię zrozumieć, że ktoś może mieć inne poglądy (co bynajmniej nie znaczy, że je akceptuję). Pani Danuta i spora część społeczeństwa nie rozumie. Rozumiem, że ktoś może woleć psy od kotów, że ktoś nie je mięsa albo lubi nosić sukienki za 500 zł. Sama nie skoczyłabym na bungee, ale nie żądam wprowadzenia zakazu.

- W pierwszych latach (po urodzeniu dziecka - red.) kobiety powinny mieć możliwość bycia z nim. Jeśli matka idzie do pracy, to jest zmęczona, a chce być z dzieciątkiem.

Biedne kobiety chcą siedzieć w domu z kupkami i zupkami przez 6 lat, a szefowie przychodzą, zaciągają je za fraki do roboty i jeszcze wypłatę dają.

Niestety nie każda może dostać etat żony prezydenta bez dodatkowych ambicji zawodowych. 

To dziecko się szybko rozwija. Jeśli matka jest, to zauważa te rzeczy, a jak odda je do żłobka to dziecko nie jest tej kobiety. To maleństwo jest wtedy społeczeństwa. To dziecko jest zagubione, zapędzone. Młodzież idzie w narkotyki, alkohol - dodała.

Ojcowie nie miewają takich potrzeb, jak przebywanie z własnym dzieckiem. Mam wrażenie, że p. Danuta nie dopuszcza możliwości, że ktoś może żyć inaczej niż ona.

A jak nie chodzą do żłobka, to zdarza im się najwyżej zapaść na pomroczność jasną.

Zaznaczyła, że jeśli kobieta chce robić karierę, "mieć piękne auto, to po latach nie ma satysfakcji z życia". - Kobiety po latach zagłuszają wyrzuty sumienia, że nie mają dzieci - dodała Danuta Wałęsa.

Wyrzuty sumienia? Myślałam, że sumienie jest czymś indywidualnym. Czy kobieta niemająca dzieci robi coś złego? Krzywdzi innych? Chyba tylko p.Danutę, którą boli, kiedy ktoś chce żyć po swojemu. Mnie nie boli, że p. Danuta jest żoną swojego męża i matką.

To trochę tak, jakbym ja uważała, że każdy powinien zostać architektem i zabronione powinno być wykonywanie jakiegokolwiek innego zawodu, bo ja wybrałam taki sposób na życie i jest on jedynym słusznym. No ale co ja tu będę, choćbym zaprojektowała wieżowiec w Dubaju to i tak obudzę się po latach bez satysfakcji z życia.

Zapytana, co sądzi o związkach homoseksualnych, zapytała "dokąd my idziemy?"

Gratuluje Redaktorowi/Redaktorce wysublimowanych, konkretnych pytań. 

- Żadnych zasad, żadnej moralności. To jest dla mnie nie do pojęcia. Jestem kompletnie przeciw.

Nie rozumiem => jestem przeciw. To takie polskie.

Mi się nie podobają blondyni => to niemoralne spotykać się z blondynem.

I tak są razem, po co to nagłaśniać? Po co na siłę mówić, że jest się takim i takim.

To mówi kobieta, której notka na wikipedii składa się głównie z informacji o mężu i posiadanych dzieciach. Pani w ogóle nie nagłaśnia swojej orientacji.

W dodatku wszyscy wiedzą, że uprawiała seks co najmniej osiem razy!

Chodzą po ulicy, nikt ich nie zaczepia.

No, i jeszcze zboczeńcy narzekają! A mogli zabić! To samo kobiety - pozwala się im pracować a one na jakieś szklane sufity narzekają! Ledwie z kuchni wypuścić to prezesowania się zachciewa!

Ja też bym chciała wiele rzeczy, ale nie walczę o nie – podkreśliła żona Lecha Wałęsy.

Można tylko współczuć, że Pani Danuta nie walczy o swoje marzenia. Świetna kandydatka na autorytet moralny i etyczny.

 

czwartek, 09 lutego 2012

 Wraz z Marią Heleną spróbujemy odpowiedzieć na pytanie - DLACZEGO KOBIETA POWINNA RODZIĆ DZIECI? Odpowiedź jest oczywista.

Ponieważ do tego została stworzona. Żeby być matką.

 

Przedłużenie gatunku FTW!

 

A ja słyszałam o takich nurtach filozoficznych, które głoszą, że człowiek został stworzony do szczęścia.

 

Została powołana do rodzenia dzieci, opiekowania się nimi i kochania ich miłością bezwarunkową. I każda kobieta za tym tęskni, choć czasem lęki, zranienia czy inne przykre doświadczenia odwodzą ją od owych tęsknot.

 

Każda? No ale ja jestem inżynierem, a nie kobietą. Przy czym narażam się niektórym feministkom uparcie nie mówiąc o sobie „architektka”.

 

Jeśli kobieta nie chce mieć dzieci, to znaczy, że coś jest nie tak i trzeba to naprawić. A nie, że jest to stan normalny i pożądany. 

 

Właśnie się trochę boję, że kiedy do psychologa pójdzie kobieta cierpiąca na ciążę urojoną spowodowaną właśnie strachem przed ciążą, to zamiast leczyć ją z urojeń psycholog będzie próbował namówić ją do zostania matką.

 

Z gloryfikacją bezdzietności mamy ostatnio do czynienia w mediach, gdzie pani Maria Czubaszek trąbi na lewo i prawo, że brak potomstwa to najlepsze, co ją w życiu spotkało i chełpi się z zabicia dwojga swoich nienarodzonych dzieci.

 

Pewnie jej się odmieni, każdej kobiecie się podobno kiedyś odmieni.

 

Maria Czubaszek ledwo 2 razy trąbnęła w TOK FM i gazecie.pl a MariaHelena twierdzi, że na prawo i lewo.

A Mediom strasznie zależy, żeby dzieci się nie rodziły bo dzięki temu za 30 lat nikt nie będzie chciał ich oglądać i nie będą musiały (one. te media) wstawać rano do pracy.


Czy dla nich również było to najlepszym w życiu, niestety nie mamy okazji już spytać.

 

Już nie mamy okazji spytać? A przed aborcją można było zapytać embrionki o ich cele życiowe?

 

To porażające, że ktoś, kto uśmierca własne nienarodzone dziecko nie jest dziś w Polsce przestępcą, tylko celebrytą. I to celebrytą ideowcem, który twierdzi, że wyraża poglądy większości kobiet w naszym kraju, które nie mają odwagi powiedzieć tego głośno.

 

Do Niemiec i Szwecji blisko, więc po co się narażać mówiąc głośno.


Zdaje się, że kobiety rzeczywiście nie mają odwagi, ale nie tyle wypierać się swojej natury, co po prostu rodzić dzieci.

 

Bez umowy o pracę, łatwego dostępu do lekarza i mieszkania naprawdę trzeba dużo odwagi.

 

Bo zostały skutecznie nastraszone, że ciąża to najgorsze, co je może w życiu spotkać, że ich ciało temu nie podoła, że wypadną włosy, paznokcie, zęby, skóra zwiotczeje, wszystko będzie boleć, a poród okaże się istną masakrą, pozostawiającą ciało świeżo upieczonej matki w strzępach.

 

A przecież jak wiadomo, nigdy nie wypadają, nigdy nie wiotczeje, i nigdy nie boli. A szpitalach wszyscy są mili.

 

Do powodów nierodzenia dzieci ja jeszcze dorzucę możliwość uzyskania dwucyfrowej wady wzroku.

 

Pani profesor Środa twierdzi dodatkowo, że „ciąża wycieńcza, zniekształca i czyni własne ciało obcym”. I rzeczywiście bywa, że kobieta doświadcza w tym okresie ogromnych problemów zdrowotnych i dyskomfortów fizycznych.

 

Takie tam dyskomforty jak utrata wzroku czy na przykład.

 

Albo zastraszający postęp raka piersi spowodowany dużą ilością estrogenu w organizmie.

 

Tutaj krótka lista.

 

Jednak zwykle czas błogosławiony jest dla kobiety stanem jak najbardziej normalnym, podczas którego doświadcza ona zarówno radości, jak i pewnych niedogodności.

 

Nawet moja własna Matka, która uważa, że nie istnieją kobiety, które nie chcą mieć dzieci i że ciąża jest wspaniałym okresem, uważa ją za stan zagrażający życiu a nie „jak najbardziej normalny” albo zwykłą fizjologię.

 

Chciałabym skomentować jakich uczuć można doświadczyć w ciąży, ale nigdy w ciąży nie byłam, więc nie wiem. Hmmmm zdaje się, że MariaHelena też nie.

 

Warto również wspomnieć o interesujących badaniach naukowców ze Stanford University,

 

Lubimy amerykańskich naukowców.

 

To ci od chomików?

 

którzy udowadniają, że nie tylko poczęte dzieci czerpią z organizmu matki, ale jest to relacja wzajemna. Stwierdzono leczącą obecność komórek macierzystych dziecka w uszkodzonych narządach matki (np. w wątrobie, sercu czy mózgu), co oznacza, że bycie w ciąży jest nie tylko naturalne, ale i zdrowe!

 

Jestem bardzo ciekawa jak stwierdzono, że komórki z płodu przeszły do mózgu.


Problem tkwi w tym, że współczesna kobieta nie jest wychowywana do dzielności, a przy tym do dzietności. A żeby być matką, trzeba być kobietą dzielną.

 

Akurat zmuszanie do dzielności i bohaterstwa jest u nas w kraju rzeczą powszechną.

 

To wszystko przez tę matematykę w szkołach! Powinno się uczyć pożytecznych rzeczy jak gotowanie, pranie i sprzątanie (ew. czytanie, żeby dzieciom czytać Pismo Święte na dobranoc) a nie jakichś całek, bo potem dziewczynki zamiast rodzić dzieci idą na Politechnikę.

 

Dziś unikamy bólu za wszelką cenę, a ponad wszystko cenimy sobie wygodę. Boimy się utracić nasz bezpieczny stan na rzecz dziecka.

 

Przyznaję się. Ale czy ktoś inny przez to cierpi?

 

Skoro "ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś" to może z cierpieniem jest podobnie?

 

Boimy się przemiany ciała, o którego nienaganny stan zabiegamy przecież latami. Wystrzegamy się poświęceń. Nie zostałyśmy wychowane do odzierania się z egoizmu, ale do jego pielęgnacji. Dawniej kobieta urodziła ośmioro dzieci i nie uznawała tego za jakiś szczególny wyczyn, dziś urodzi jedno i chełpi się, jaka to ona matka Polka.

 

Też lubię te panie w tramwajach, które mnie taranują wózkiem gdyż są ważniejsze gdyż mają dziecko, ale coś mi się zdaje, że gdyby miały ośmioro niewiele by się zmieniło.

 

A do matki Polki to jej brakuje jeszcze tak przynajmniej pięciorga.

 

Obawiam się, że MariaHelena przedkłada ilość nad jakość.

 

Kobieta powinna rodzić dzieci. To dla niej zaszczyt, najwspanialszy dar od Boga, włączający ją w akt stworzenia.

 

Bowiem każda kobieta wierzy w Boga.

 

Zaszczyt? W Księdze Rodzaju było coś o karze za zrywanie jabłek z drzew i nakłanianie mężczyzny do skosztowania.

 

Kobiece zdrowe serce przepełnia ogromna radość i wdzięczność za to, że może uczestniczyć w takim cudzie. I należy w tym  miejscu pochylić się również przed kobietami, które wyrzekły się macierzyństwa, ponieważ Bóg powołał je do czegoś innego. Które zrezygnowały z pięknej roli matki i żony (bo bycie żoną winno skutkować byciem matką!), które przepłakały i przebolały tę ogromną stratę i zdecydowały się służyć Bogu w inny, świecki lub zakonny sposób. Ale one także matkują, służą innym. O byciu matką nie świadczy przecież wyłącznie biologia, co ukazuje nam wspaniały przykład Matki Teresy.


Dzisiejsza rozbita kobieta zwykle nie chce rodzić, bądź odkłada tę decyzję „na później”.

 

Rzeczywistość wygląda nieco inaczej niż np. 20 lat temu. Dzisiejsza rozbita kobieta kończy studia w wieku mniej więcej 24 lat, po czym bez mniej więcej 3 lat doświadczenia nie ma szans na dostanie pewniejszej pracy, przywileje przeznaczone dla matek odstraszają potencjalnych pracodawców, którzy dzięki takim tekstom też uważają, że każda kobieta tylko czeka, żeby zajść w ciążę i się więcej w pracy nie pokazać. O przedszkolach i (o zgrozo!) żłobkach nawet nie wspominam. Wszystko przez te studia i ambicje.

 

I trudno się temu dziwić, a już z pewnością nie wolno tego potępiać.Trzeba się pochylić i pomóc jej odkryć prawdziwe tęsknoty, które tak mocno zagłuszone zostały przez różnego rodzaju lęki.

 

Pani MariaHelena po prostu lepiej wie, co każda kobieta czuje i myśli. A jak jakaś czuje i myśli inaczej to znaczy, że jest chora.

 

A jest się czego bać. Wypaczony obraz seksualności, kryzys męskości oraz upadek moralny kolejnych pokoleń wytwarza w kobiecie naturalny syndrom asekuracyjny.

 

Receptą na kryzys męskości jest pewnie nauczenie kobiet, żeby nawet nie próbowały pokazywać, że mogą być co najmniej równie mądre.

 

Jednak zamiast chronić się przed dewiacjami, szukać dobrego oraz mądrego kandydata na męża i ojca,

 

…czyli takiego, który zarobi na rodzinę, podczas gdy żona będzie z upodobaniem „myć gary, bo mąż ją kocha”…

 

asekuruje się ona zwykle przed własnym dzieckiem. A jego akurat, wcale nie trzeba się bać!

 

Swoich wprawdzie nie posiadam, ale cudzych dzieci, owszem trochę się obawiam. Trochę panicznie.

Rozejrzyjcie się dookoła. Każda kobieta, wbrew temu, co twierdzi profesor Środa, ma instynkt macierzyński. Tylko różnie go realizuje.

 

Za to pewnie każda, która już urodzi te dzieci, jest automatycznie i naturalnie wspaniałą matką, dlatego przypadki maltretowania dzieci grzecznie pominiemy.

 

A depresja poporodowa zdarza się tylko antykoncepcjonistkom i aborcjonistkom.

 

Jeśli z całej siły zaprze się przed posiadaniem własnego potomstwa, to przekieruje swoje tęsknoty na inny teren. Na partnera, na psy, koty, ratowanie przewożonych w tragicznych warunkach koni. I to też dobrze. Wszelkie stworzenie od Pana Boga pochodzi.

 

Poza ateistami, oni pochodzą od małp.

 

Jednak trzeba znaleźć w życiu właściwe proporcje i na pierwszym miejscu (po Bogu i mężu) postawić dzieci. 

 

Przez takie stawianie męża na miejscu przed dziećmi zbyt wiele z nich jest wykorzystywanych za cichym przyzwoleniem mamy.

 

A moja Babcia powtarza, że mąż to nie rodzina.

 

I tego właśnie pragnę drogim Paniom na zakończenie życzyć: „Niech Wam Bóg w dzieciach błogosławi!”. A nie w kotkach. Ani pieskach.

 

Dziękujemy, kotki zdrowe.

poniedziałek, 06 lutego 2012

Tym razem dla odmiany pośmiejemy się z innych krajów. Ostatnio zdarzyło mi się wysyłać CV do firm w różnych krajach na to samo stanowisko. Zebrałam spory zestaw odpowiedzi odmownych - treść zatem podobna, ale jakże odmienna forma!

 

Niemcy: 

Niemcy, kiedy się wysilą:

Francuzi:

Treść w gruncie rzeczy identyczna (nie mamy wolnych stanowisk, nara). Wnioski można wyciągać różne, zarówno na korzyść jednych jak i drugich.

Ale mimo wszystko wolę przykład pierwszy, konkretny, bez ozdobników.

wtorek, 31 stycznia 2012

Zrównanie praw związków partnerskich i małżeństw jest sprzeczne nie tylko z prawem, ale także z naszym interesem narodowym. Co więcej, jest działaniem na szkodę rodzin.

Gdybyśmy zrównali prawa związków partnerskich i małżeństw, będziemy dyskryminować rodzinę.


A gdybyśmy zrównali w prawach kobiety i mężczyzn to będziemy dyskryminować mężczyzn. Gdybyśmy zównali prawa kucharzy i piekarzy to dyskryminowalibyśmy piekarzy, gdybyśmy...

Piewcy równych praw par gejowskich czy konkubinatów powinni pamiętać, że zalegalizowany związek kobiety i mężczyzny leży w interesie państwa – jest stabilniejszy, dzięki czemu rodzi się w nim więcej dzieci, których interesy są lepiej zabezpieczone.

Czy Pan Publicysta wyobraża sobie, że zrównanie praw par homoseksualnych spowoduje, że nagle tłumy mężczyzn (kobiet) zaczną wchodzić ze sobą w homoseksualne związki?

Teraz nie wchodzą, bo nie mogą, bo to nielegalne. I nie mieszkają ze sobą przed ślubem. Logiczne. Jak zaczną wchodzić w związki homoseksualne, to będzie rodzić się mniej dzieci, bo teraz wchodzą w heteroseksualne tylko po to, żeby mieć przywileje. A w konkubinatach jak wiemy dzieci się nie rodzą, tak bez ślubu?

Zawarcie związku małżeńskiego to nie tylko perspektywa miodowego miesiąca czy nieustannego flirtu.

No właśnie. To żadna przyjemność. Być może autor chce uchronić przed tym strasznym błędem jak najwięcej osób?

Małżonkowie mają wobec siebie konkretne zobowiązania, które nie tylko chronią ich samych, ale działają także w interesie państwa.

Mogą na przykład przed sądem domagać się od siebie nawzajem alimentów.

Nie wiem, jaki interes państwo ma w nakładaniu alimentów. Chyba tylko koszty procesowe.

Co więcej, sąd może nakazać jednemu z nich – jeśli uchyla się od łożenia na rodzinę – aby jego wynagrodzenie wędrowało do współmałżonka.

Wspaniałą instytucją jest małżeństwo, opartą na miłości i zaufaniu dwojga ludzi płci odmiennej.

Małżonkowie mogą przed sądem domagać się także alimentów po rozwodzie. 

Kapitalny przykład. Małżeństwa są uprzywilejowane nawet kiedy się rozpadną.

Także kwestia zabezpieczenia starości jest traktowana w małżeństwie solidarnie. Środki gromadzone w OFE (jeśli małżonkowie mają wspólność majątkową) w razie rozwodu podlegają podziałowi – po połowie za okres obowiązywania wspólnoty majątkowej.

I kolejny przykład uprzywilejowania małżeństwa w sytuacji, kiedy małżeństwo ustaje.

Takie rozwiązanie ma chronić przed emerytalną biedą te osoby, które decydują się poświęcać więcej czasu rodzinie i są mniej aktywne zawodowo, a tym samym mniej zarabiają i odkładają na emeryturę. 

Pozostali powinni zatem umrzeć z głodu, bo nawet wejść w związek małżeński nie potrafili.

Dajmy na to jedna z osób, która świetnie zarabia, może dzięki "wejściu" w związek z drugą, która formalnie nie pracuje, korzystać ze świadczeń adresowanych do osób ubogich.

"Formalnie nie pracuje" - Pan sugeruje, że osoby homoseksualne tworzą czarną strefę na rynku pracy?

Żeby z osoby świetnie zarabiającej i niepracującej wyszła średnia uprawniająca do świadczeń dla ubogich, druga osoba musiałaby mieć zdaje się ujemny dochód. 

Gdy są to rodziny, uznajemy, że niepracujący małżonek opiekuje się dziećmi i – jako państwo – inwestujemy w ten układ rodzinny, bo dzieci to inwestycja. Gdy będą to np. pary homoseksualne, tak się przecież nie stanie.

A gdy związek małżeński nie zaopatrzył się w dziecko to co? No chyba, że sugeruje Pan konieczność umożliwienia parom homoseksualnym adoptowania dzieci.
Jak Pan słusznie zauważył pomoc społeczna zależy od dochodu na osobę. Matematyczny przykładzik: Mamusia i Tatuś zarabiają po 1500 zł, przy dwójce dzieci daje to 750 zł na osobę (studiujące dziecko nie dostanie ani grosza stypendium socjalnego). Mamusia zarabia 1500 
zł, Tatus zajmuje się domem. Z dwójką dzieci daje to 375 zł na osobę (i ew. stypendium socjalne, czy inny dodatek rodzinny). Mamusia i Tatuś zarabiają po 1500 zł, nie mają dzieci. Finito. Średnia arytmetyczna działa tak samo w przypadku osób homo.

Jeśli tak, mają oni wobec siebie kolejne zobowiązania. Odpowiadają np. wspólnie za długi zaciągnięte przez jedno z nich.

W sumie to nawet na rękę osobom w związkach nieformalnych.

Kolejne zastrzeżenia dotyczą obowiązującego prawa. Najważniejszy jego akt w Polsce, czyli konstytucja, w art. 18 stwierdza: małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej.

Słyszałam, że Konstytucję można zmienić. Ale co ja tam wiem, bez magisterki z politologii.

A ja słyszałam, że chodzi o związki partnerskie, a nie o małżeństwa. I to nie znaczy, że małżeństwa nagle będą zabronione, serio. I Pan się niech lepiej wczyta w art. 32.

Kolejność ta nie jest przypadkowa i świadczy o tym, że konstytucyjnie preferowane jest tworzenie rodziny przez małżeństwo traktowane jako trwały związek mężczyzny i kobiety nakierowany na macierzyństwo i odpowiedzialne rodzicielstwo.

Czy to sugestia, że rodzicielstwo bez małżeństwa jest upośledzone? Bo to tak jakby sprzeczne z Konstytucją. 

Co więcej, konkubinat i związek partnerów tej samej płci mogą naruszać konstytucyjną zasadę równości.

Związki naruszają równość?? Moja współlokatorka ze swoim partnerem naruszają konstytucyjne zasady! Ściąć ich!!

Na tym nie koniec. Grozi nam (a właściwie jesteśmy już tego świadkami) zapaść demograficzna.

Metodą na ograniczenie zapaści jest eksterminowanie osób, które nie chcą zawierać małżeństw? Wydaje mi się, że gdyby para hetero miała pewność, że jeśli jedno z nich straci pracę to ich dzieci nie umrą z głodu chętniej by się rozmnażali. Nie wiem, co za różnica, że ślub.

Ludzie u góry robią podstawowy błąd, nie zauważając, że:

- obywatele się nie rozmnażają i nie biorą ślubów, bo nie mają pieniędzy 
- obywatele ściągają z internetu filmy i programy, bo wolą kupić jedzenie
- obywatele ściągają z internetu e-booki, bo nie da się ich kupić po polsku
- obywatele emigrują, bo lubią mieć te same ceny przy wyższych zarobkach itd...

To nie dlatego, że wszyscy są wygodnickimi złodziejami bez krzty patriotyzmu. 

Preferowanie związków partnerskich bez wątpienia osłabia rodzinę, która jest naturalnym środowiskiem wychowywania dzieci.

"Bez wątpienia"? Ja jednakowoż mam wątpliwości. Pewnie dlatego nie będę nigdy publicystką.

Od razu preferowanie. Pewnie jeszcze promowanie.

Z danych statystycznych wynika także, że uregulowanie związków partnerskich obniża poziom zawierania małżeństw. A doświadczenia polskie i innych krajów pokazują, że im jest ich mniej, tym niższy jest wskaźnik urodzeń.

Doświadczenie polskie wskazuje, że związki partnerskie nie istnieją. A statystyka mogłaby pokazać jakiś związek między ceną mieszkań, zarobkami ludności a ilością urodzeń.

A może odwrotnie - im mniej urodzeń, tym mniej małżeństw? Wszak częstym powodem zawarcia małżeństwa jest ciąża.

Legalizowanie związków pozamałżeńskich jest działaniem na szkodę rodzin.

Łoboże!! Dawanie podwyżek pielęgniarkom to działanie na szkodę nauczycieli!!

Powinno się też zapytać tych, którzy forsują związki partnerskie, czy zdają sobie sprawę z obowiązków, jakie ciążą na małżonkach, i czy godzą się na ich akceptację także w związkach partnerskich.

Ja sobie zdaję i akceptuję.

Niektórzy o dziwo najpierw myślą, zanim stworzą ustawę. Możliwe, że na to wpadli.


wtorek, 06 grudnia 2011

Mimo uprzedzeń obejrzałąm spot promujący Warszawę na Euro 2012. Cóż, połączenie Yamakasi, chińskich filmów wojennych, Benny Hilla i filmów przyrodniczych o okresie godowym ssaków.



SPOILER ALERT!

Początek zapowiada się dobrze. Ładne zdjęcia, pokazane najciekawsze miejsca i najsłynniejsze budowy, no i oczywiście piękna Polka o słowiańskiej urodzie uprawiająca zdrowy tryb życia. Widzimy rozstawiane pod kawiarnią stoliki, co zapewne ma zmylić potencjalnych gości z Francji, że będą się tu czuć jak w domu.

Wtem...

Przed hotelem pojawia się mężczyzna. Obcokrajowiec zapewne. Najwyraźniej dopiero wstał, przeciąga się i prezentuje swoją męskość, która też już wstała. Słyszymy ostrzejszą muzykę, która sugeruje, że stanie się coś złego. Podobnie jak wzrok nowego bohatera - łowca wypatrzył zwierzynę.

Spot pokazuje jednak, że Polki nie są łatwe. Trzeba je najpierw dogonić.

Dogonić mijając przy okazji miejsca, którymi Warszawa może się pochwalić. Teraz film to już czysty parcour z nieczystymi efektami specjalnymi. Nie do końca wiadomo, co ma piłka nożna do parcouru, ale przynajmniej Warszawa wygląda nowocześnie i dynamicznie. No, może nie licząc mijanej grupki młodzieży ubranej zgoła nienowocześnie. W końcu dobiegają na stadion - ale wbrew wszelkim nadziejom to jeszcze nie koniec klipu. To nie ten stadion. Co tam, pochwalmy się, że mamy dwa.

Jednak beztroskie bieganie po Grobie Nieznanego Żołnierza to dość mocny zgrzyt - być może Warszawa chce pokazać, że już nie żyje przeszłością i Niemcy nie muszą bać się przyjeżdżać? 

W końcu trafiamy na stadion właściwy, ale okazuje się, że pan obcokrajowiec śpieszy się na ważne spotkanie na tym właśnie stadionie, więc nie może skonsumować poznać swojej zdobyczy. 

Jakież jest zdziwienie obojga, gdy okazuje się, że pani swoje kroki podczas porannego joggingu skierowała dokładnie na to samo spotkanie. Tym razem pani w stroju korpobiczy, który sugeruje, że jest ważną postacią. To akurat najlepszy pomysł w całym materiale - polskie kobiety to kobiety sukcesu!

 
1 , 2 , 3